Doktryna globalnej dyktatury - cz. 2 - Mass media - naczelny oręż ogłupienia


''Jakie to szczęście dla rządzących że ludzie nie myślą'' - Adolf Hitler
''Nie ma nic gorszego od pięknych słów, które kłamią'' - Ajschylos
''Telewizja jest złodziejką czasu. Jest również przyczyną społecznej izolacji, zródłem lenistwa intelektualnego, czynnikiem poznawczej jałowości i wektorem rozpadu psychiki. W czasach, gdy rodzice wydają ogromne sumy na korepetycje, by ich pociechom udało się skończyć szkołę, bezkarność Pani Telewizji może wprawiać w zdumienie. Osobliwa schizofrenia, kiedy to z jednej strony oczekuje się doskonałego wykształcenia, z drugiej zaś wystawia nasze dzieci na najbardziej ogłupiające treści medialne.'' -  Michel Desmurget - Teleogłupianie. O zgubnych skutkach oglądania telewizji (nie tylko przez dzieci)

Tymi trzema cytatami rozpoczynam drugą część mojego cyklu wpisów pt. ''Doktryny globalnej dyktatury''. Rozprawimy się w niej z mediami głównego nurtu (a raczej ścieku), zarówno jeśli chodzi o telewizję, jak i prasę czy internet. Nie pozostawię suchej nitki na kłamstwach i bzdurach, jakimi codziennie karmią nas dziennikarze, politycy, celebryci czy też medyczny establishment. Postaram się w prosty i ciekawy sposób wyjaśnić, jak media działają na nas z punktu widzenia psychologii, jak perfidnie wodzą nas za nos, wyłączają myślenie i wpychają nam do głów cudze ''prawdy''. Pokażę sztuczki, dzięki którym łatwiej i skuteczniej manipulują masami, oraz przytoczę masę przykładów, które dobitnie pokażą, jakie konsekwencje niesie ze sobą chłonięcie ich propagandowej papki. W artykule ''Mass media - wielka pralnia mózgów...'' już poruszyłem to zagadnienie, jednak tutaj rzucę na nie jeszcze szersze światło. No to do dzieła!

Uwaga! Zastrzegam sobie możliwość wzbogacania artykułu o nowe treści i ewentualną korektę już istniejącej treści! Artykuł jest bardzo bogaty w treść i mogę wszystkiego od razu nie ogarnąć.






DOKTRYNA GLOBALNEJ DYKTATURY - O MASS MEDIACH SŁÓW KILKA...


Gdyby ktoś zadał mi pytanie: ''Jaka jest obecnie najgroźniejsza broń w rękach elit?'', wtedy ja bez wahania odpowiedziałbym mu - ''Oczywiście media!''. Mass media są generatorem otoczki iluzji. Pokazują pięknych, uśmiechniętych polityków, biznesmenów i naukowców gotowych 7 dni w tygodniu przez 24 godziny na dobę nieść pomoc biednemu światu. 

Weźmy na przykład Billa Gatesa. Ten z pozoru dobroduszny filantrop jest jawnym zwolennikem depopulacji ludzkości przy pomocy szczepionek (link do filmu). Ufundowany przez niego program szczepień w Indiach (za kwotę ok. 10 miliardów dolarów!) spowodował od 47.500 do nawet 61700 przypadków poszczepiennego polio! W Pakistanie kolejnych 10.000! (źródło) Oprócz tego jest udziałowcem osławionej firmy Monsanto (W 2016 wchłonął ją Bayer), Banku Światowego, należy do Klubu Rzymskiego (przypadek?), otwarcie promuje żywność GMO oraz inwestuje w geoinżynierię (link).

Bill Gates przekazując swojej fundacji 5% swojego majątku uniknął płacenia podatków. Ten człowiek to hipokryta do kwadratu. Przykład - Bill Gates Foundation stwierdza że:
''Nasze wysiłki na rzecz odżywiania są nastawione na zapewnienie udowodnionych rozwiązań i rozwój lepszych narzędzi i strategii do zapewnienia ciężarnym kobietom i dzieciom odżywek i żywności których potrzebują''.
A tymczasem pan Gates inwestuje 2,2 miliarda dolarów w Coca-Colę, 871 mln dolarów w McDonalda, 7,8 mln w Pepsico, 1,4 mln w Burger King itd. Heh... No przecież każdy głupek wie, że żywność naszpikowana min. pochodnymi ropy naftowej (TBHQ) czy napoje rozpuszczające rdzę są prawdziwą ambrozją dla ludzi! Swoją drogą - poczytajcie sobie o eksperymencie brytyjskiego profesora Tima Spectora. Wykorzystał on jako królika doświadczalnego swojego syna Toma. Biedak przez 10 dni żywił się wyłącznie jedzeniem z McDonalda, czasem wzbogacając je o piwo i chipsy. Wyobraźcie sobie że w ciągu tak króciutkiego czasu te ekhm... ''specjały'' pozbawiły go ponad 40% flory bakteryjnej jelit! Przy okazji przytył ponad 2 kg! Facet przeżył niezłą mękę. Stał się ospały, jego skóra nabrała szarości. Wystarczyło głupie 10 dni! Pomyślcie o tym, kiedy będziecie mieli ochotę na wspólny rodzinny wypad do McDonalda. Tom zauważył także coś, co jego zdaniem było dość dziwne - nabrał dzikiej ochoty na sałatki i owoce. Hmmm... Mądrość organizmu jest zadziwiająca (link do artykułu, niestety po angielsku).

Dodam jeszcze na marginesie że ich hamburgery mają jakieś nadzwyczajne właściwości - nie pleśnieją nawet po kilkunastu latach od ich kupna! Początkowo myślałem że to jakieś bajki, ale wychodzi na to, że ludziom takim jak David Whipple z USA już dawno udało się to udowodnić. Pomyślcie jakie cudowne rzeczy muszą się w nich znajdować... Smacznego!

Ale wracając do pana Gatesa...

Podobno Gates troszczy się o przyrodę, hm? To dlaczego inwestuje w koncerny takie ExxonMobil czy BP które bezkarnie niszczą i eksploatują naszą planetę? Myślicie że to koniec? Obejrzyjcie sobie siedmiominutowy film pt. ''Co musisz wiedzieć na temat Billa Gatesa''. On rozwieje resztę waszych złudzeń.

Trzeba jednak przyznać, że swoje cele odnośnie depopulacji ludzkości realizuje wyjątkowo konsekwentnie. Wprowadzając rośliny GMO w Indiach doprowadził w ciągu 20 lat do samobójstw 300.000 rolników! Dokonał tego wpędzając ich w ogromne długi, poprzez podpisywanie długoterminowych umów, które skazywały ich na łaskę korporacji. Gdy w danym roku plony były ubogie, rolnicy nie byli w stanie zapłacić za drogie nasiona GMO i chemikalia (truciznę) potrzebne do oprysków. A musieli pryskać coraz to więcej, bo na polu zaczęły pojawiać się superchwasty. Rolnicy zaczęli wpadać w spiralę długów, stracili utrzymanie, po czym z rozpaczy popełniali samobójstwo jeden po drugim. Brawo panie Gates! Jest pani z siebie dumny?! (źródło: ''Mit chorób nieuleczalnych i wielki biznes, str. 106)

Następnym absurdem jest pokojowa Nagroda Nobla dla Barracka Husseina Obamy - zbrodniarza wojennego aktywnie wspierającego islamski terroryzm. Tak na marginesie - amerykanie pożegnali go banerem o wdzięcznej nazwie ''żegnaj, morderco!''. To samo tyczy się Lecha ''Bolka'' Wałęsy - żydokomunistycznego aparatczyka oraz Menachema Begina - tak, to ten laureat pokojowej (o zgrozo!) Nagrody Nobla który nazwał gojów ''ludzkimi odchodami'', o zbrodniach dokonanych na Palestyńczykach nie wspominając. Do tych panów jeszcze powrócimy w kolejnych częściach. 

Całość cytatu pana Begina:



Tak więc media kształtują nam, prostym ludziom ''autorytety'', które mają szanować i podziwiać. A jak wiadomo - co media, to inny autorytet. W Polsce wygląda to tak - GW, Polsat i TVN stoją murem za PO, KOD-em, i Unią Europejską, natomiast TVP i Gazeta Polska popiera PIS i Kościół Katolicki z o. Rydzykiem. Co ciekawe, obydwie strony popierają żydostwo. Dlaczego mnie to nie dziwi? Przecież większość naszych polityków pochodzi spod Gwiazdy Dawida. W Niemczech jest zresztą podobna sytuacja. Z jednej strony pani Angela Merkel (którą to Niemcy wybrali na kanclerza po raz czwarty!), z drugiej - Martin Schulz, pijak, socjalista, wróg Polski, któremu marzą się ''Stany Zjednoczone Europy'' (link), podobnie jak wspomnianej wyżej pani. Widać tu jak na dłoni ideę Manifestu z Ventotene i Richarda Coundenhove-Kalergiego - twórce paneuropeizmu i zbrodniczej idei multi-kulti.

Zbigniew Herbert określił to wyjątkowo trafnie: 



''Wielkie nazwiska'' często wcale nie są tak naprawdę wielkie, gdyż swoją ''wielkość'' zbudowali na górze zgliszczy oraz trupów tych, który stanęli na ich drodze do tej ''wielkości''. 

Historia ludzkości doskonale pokazuje, jak wiele ludzie są w stanie zrobić pod wpływem. Dobitnie pokazuje to eksperyment Milgrama przeprowadzony w 1961 i 1962 roku. Stanley Milgram zaprosił do swojego laboratorium na Uniwersytecie Yale ochotników (w sumie było ich około 1000, pochodzili ze stanu Conneciut) informując ich, że doświadczenie będzie dotyczyło wpływu kary na procesy pamięciowe i uczenie się. Uczestnicy mieli wcielić się w rolę nauczyciela zadającego pytania osobie grającej ucznia, która w rzeczywistości była pomocnikiem badacza. Zadaniem osób badanych było sprawdzenie, czy uczeń zapamiętał określone pary wyrazów. Co więcej, osoba udzielająca odpowiedzi została podłączona do generatora wstrząsów wyposażonego w przyciski od 15 V, aż do... 450 V. Milgram kazał badanemu aplikować wstrząs za każdym razem, gdy jego uczeń udzielił błędnej odpowiedzi. Żadnych wstrząsów rzecz jasna nie było, ale sytuacja była przedstawiona w sposób wyjątkowo realistyczny. Jakie były wyniki?

Mimo dużego dyskomfortu i wyrzutów sumienia jakie odczuwali badani, aż 62% z nich aplikowało uczniowi wstrząsy aż do samego końca! Nie przerwali ich, pomimo tego że uczeń dawał wyraźnie do zrozumienia iż bardzo cierpi. Ba! Badani kontynuowali eksperyment nawet wtedy, kiedy powiedział że ma kłopoty z sercem! Zainteresowanych odsyłam do filmu związanego z tym eksperymentem.


Milgram pierwotnie planował przeprowadzić swój eksperyment w Niemczech. Sądził, że naród niemiecki musi być wyjątkowo podatny na autorytety, skoro pod wpływem Adolfa Hitlera dokonywał tak potwornych zbrodni na ludziach. Jednak okazało się że zarówno w USA jak i innych krajach świata jest podobnie.


Podobny eksperyment przeprowadzono także w Polsce. Wynik - aż 90% badanych kontynuowało eksperyment do samego końca.



W 1956 roku legendarny Elvis Presley postanowił zaszczepić się przed kamerami na polio w ramach tzw. ''March of Dimes''. Efekt tej akcji był wprost niewiarygodny! W ciągu zaledwie sześciu miesięcy liczba zaszczepionych na tą chorobę osób w USA wzrosła z 0,6% do aż... 80%! Wydarzenie to było jednym z głównych powodów tak lawinowego wzrostu zaszczepionych, to nie ulega wątpliwości. Oto i potęga autorytetu! Nie będę się tu rozwodził czy zrobił dobrze, czy źle. Założę się jednak o tysiaka, że gdyby publicznie przed kamerami wypił duszkiem flaszkę wódki i namówił innych do pobicia tego wyniku, w całym USA mogłoby szybko zabraknąć tego trunku i w sklepach i w hurtowniach.


Zdjęcie zostało zrobione w The Smithsonian’s National Museum of American History
Ślepe posłuszeństwo autorytetom prowadzi czasem do naprawdę kuriozalnych zdarzeń. 1 września 1987 roku były żołnierz służący w czasie wojny wietnamskiej S. Brian Willson wraz z dwoma innymi mężczyznami położył się na torach przed jedną z baz wojskowych w stanie Kalifornia, aby zaprotestować przed kolejną wysyłką broni do Nikaragui. Powiadomili o całej akcji władze kolejowe i dowództwo wojskowe, więc byli pewni że pociąg się przed nimi zatrzyma. Stało się jednak inaczej! Cywilna załoga pociągu otrzymała rozkaz niezatrzymywania się, nie zwolniła nawet biegu pociągu, choć mężczyzn było widać już z odległości kilkuset metrów. Dwóm towarzyszom Willsona udało się uciec śmierci dosłownie w ostatniej chwili. Willson nie miał już tyle szczęścia. Lokomotywa ucięła mu obydwie nogi aż do kolan. Mało tego! Obecne na miejscu wojskowe służby medyczne odmówiły zarówno udzielenia bezpośredniej pomocy, jak i odwiezienia Willsona do szpitala! Przez 45 minut świadkowie zdarzenia (w tym żona i syn Willsona) musieli zatamować krwotok aż do czasu przybycia prywatnego ambulansu. Willson nie obwiniał jednak ani maszynistów, ani wojskowych. Obwinił on ślepe posłuszeństwo autorytetom i przełożonym w każdej sprawie. Cytuję:

„Oni robią tylko to, co ja sam robiłem w Wietnamie. Spełniają rozkazy będące częścią szalonej polityki. Są tylko ofiarami, takimi, które mona zrobić niemal z każdego".

Maszyniści zaś nie tylko nie czuli wyrzutów sumienia, ale... pozwali Willsona do sądu za ''upokorzenie, cierpienia oraz fizyczny i psychiczny stres''. Aż trudno uwierzyć że tak cholernie absurdalne i parszywe rzeczy dzieją się w naszym świecie. A jednak. Taki już urok naszej przetrąconej ludzkiej natury... Wnioski z powyższej historii wyciągnij samodzielnie. 

Radzę ci więc na przyszłość zachować czujność kiedy pojawiają się określenia w stylu ''opinie ekspertów'', ''wypowiedzi ekspertów'' czy ''zdaniem wybitnego autorytetu z [tu wpisz nazwę dziedziny]''. Z natury człowiek lubi podążać za autorytetami. Woli oprzeć się na opinii wybitnego naukowca czy polityka, niż na bajaniu jakiegoś szarego Tomasza Nowaka z Wąchocka pracującego w monopolowym za rogiem. Sam zresztą też nie lubi się też silić na posiadanie własnej opinii. 


Pamiętaj! To że kogoś nazywa się ekspertem, autorytetem czy wielkim człowiekiem. wcale nie oznacza że jest on nim naprawdę! W rzeczywistości może to być wierutny łgarz, którego przed wystąpieniem dokładnie poinstruowano co, jak i kiedy ma gadać. O sowitej zapłacie jaką otrzyma za robotę już nie wspomnę... To żadna filozofia. Wystarczy wypowiadane słowa ubrać w odpowiedni ton, formę i gestykulację, dodać właściwą oprawę, oblewając je dodatkowo gęstym, demagogicznym sosem. To wszystko sprawi że naród pójdzie za tą osobą niczym posłuszne stado owieczek śladem pasterza. Potem to już tylko prosta droga do bolesnych powtórek z historii...

Pozwoliłem sobie zrobić rajd po najpopularniejszych portalach informacyjnych. Przyznam szczerze, że zrobiłem to z wielkim trudem, ponieważ babranie się w tym gnoju informacyjnym nie jest niczym przyjemnym. Rzuciły mi się w oczy następujące rzeczy:

- chaos informacyjny. Cały ogrom artykułów z chwytliwymi tytułami lecz z równie bezużyteczną treścią. Trudno tam znaleźć coś wartościowego, kupa jak ja to określam ''pierdologii'' bez ładu i składu. Zwykła papka medialna niewymagająca od czytelnika myślenia, robiąca z głowy burdel.

- straszenie, straszenie i jeszcze raz straszenie. Informacje tam zawarte przeważnie wywołują negatywne emocje takie jak strach, oburzenie, nienawiść, a czasem po prostu umysłowe zakotłowanie. Serio, ile można w kółko Macieju czytać o morderstwach, gwałtach, katastrofach, wojnach, politycznych utarczkach lub kolejnego odcinka z cyku ''mondrości wielkich celebrytów''? O straszeniu nieistniejącym zagrożeniem ze strony Rosji i urojonych epidemiach odry czy grypy już nawet nie piszę, bo to szczyt medialnej bezczelności i załgania. 

Badanie z 2014 roku autorstwa NPR, Robert Wood Johnson Foundation i Harvard School of Public Health wykazało że zdaniem aż 40% spośród 2505 respondentów ankiety oglądanie, czytanie i słuchanie wiadomości jest jednym z największych stresorów codziennego życia. Jedynie żonglowanie rozkładem czasu zajęć członków rodziny i słuchanie o wyczynach polityków uznano za gorsze stresory (odpowiednio 48 i 44% ankietowanych). Pomyślcie o tym, zanim postanowicie zrobić sobie przegląd serwisów informacyjnych. Oto co można tam znaleźć:

Screen z portalu interia.pl:



Oraz wp.pl:



Nie łudź się, na innych portalach nie jest lepiej. Sam zdecyduj czy chcesz się karmić takim toksycznym szambem...

Jak mawiał rzymski poeta Lucjusz Akcjusz: ''Niech nienawidzą, byleby się bali!'' (łac. ''Oderint dum metuant'')

- manipulacja. Rozwinę ten punkt dużo bardziej, gdyż to bardzo skomplikowana sprawa, a cały ten punkt sprowadza się do dwóch poprzednich. To nie jest raczej dla nikogo nowością, że media robią z ludzi bezmózgów. To jasne jak słońce. Problem polega na tym JAK to robią. 

W tej chwili nasuwają mi się słowa Bertranda Russella: ''Jeśli pięćdziesiąt milionów ludzi mówi głupstwa, nie przestają być one głupstwami!''.

Na początek zacznijmy do fake newsów.

Taki przykład:



Okazuje się, że to nie jest żaden generał, a... aktor porno! Nazywa się Johnny Sins znany jako ''Łysy z Brazzersów''. Tutaj dowiecie się więcej o tym żałosnym fake newsie, bo takich perełek z ''panem generałem'' jest znacznie więcej.

Inny przykład - Benedykt XVI - Bóg nie żyje, jesteśmy sami. Nie ma żadnych źródeł tej wypowiedzi. A jak nie ma wiarygodnych źródeł, to nawet nie ma po co czytać tego bełkotu. Zresztą, gdyby rzeczywiście tak powiedział, to media na całym świecie od razu by o tym trąbiły. Szczególnie te lewicowe. Tak na marginesie - ten post ma 42 tysiące udostępnień! Bez komentarza...

Tego jest naprawdę tak wiele, że aż nie wiem co jeszcze wymienić. Wystarczy sobie poczytać jak ''uśmiercono'' Tadeusza Sznuka, Baracka Obamę, Benedykta XVI, Maćka Musiała, Franciszka Pieczkę itd. itp.

Sam osobiście wpuściłem w sieć fake newsa w którym uśmierciłem Georga Sorosa. Wiem że to brzydko z mojej strony, ale chciałem dać co niektórym delikwentom porządną nauczkę na przyszłość. Przeraziło mnie, gdy zobaczyłem jak wiele osób dało zrobić się w balona... Nie ma się co dziwić łatwości z jaką mass media mącą ludziom w głowach.

Miano ''fake newsów'' pasuje jak ulał do sondaży wyborczych, tyle że tu można dodać jeszcze coś na kształt syndromu sztokholmskiego albo typowej logiki ''małpy Janusza''. Jeśli dałoby się zajrzeć do umysłu typowego polskiego wyborcy i wyczytać powody dla którego głosuje na tą czy tamtą partię, w znacznej części przypadków byłoby to coś w stylu:

''Zrobię na złość tym cholernym PIS-iorom/Platfusom i zagłosuję na PO/PIS, hahaha!''

''Kurde, skoro wszyscy moi sąsiedzi zagłosowali na partię X, to ja też na nią zagłosuję! Nie będę wychodził przed szereg. To na pewno mądrzy, kompetentni ludzie.''

''W telewizji chwalą tego polityka, więc oddam na niego głos. Na bank wyprowadzi nasz kraj na prostą!''

''Aaa tam! Pójdę na te wybory i na kogoś tam zagłosuję. To w końcu mój obywatelski obowiązek!''

''Zagłosuję na nich, bo dają nam kasę za nicnierobienie (patrz - logika PIS-u).''

Myślicie że to przejaskrawione? W takim razie przyjrzyjcie się sobie i otoczeniu. Gdyby Polacy faktycznie przejrzeli na oczy i rozgryźli grę w jaką gra z nami ''magdalenkowa banda'' to już dawno wszyscy siedzieliby w zimnej celi bez okien o chlebie i wodzie. 

Nie wierzcie ślepo sondażom, bo w przeciwnym razie każdy z was zostanie wpuszczony w inny krzak pokrzyw. Rzućmy więc prościutkim przykładem. Załóżmy więc sobie że w którymś z sondaży 75% osób popierałoby Donalda Tuska. Wow! Spójrzcie jakie ma poparcie w Polsce! Wszystko fajnie pięknie... Jest tylko taka mała drobnostka - na ILU osobach przeprowadzono ten sondaż i co równie ważne - w jakich środowiskach? No bo nie oszukujmy się - jeśli ktoś przeprowadzi taki sondaż w pobliżu demonstracji KOD-u, albo na terenach gdzie jest dużo sympatyków PO to wynik będzie właśnie taki. Zależy na co dany sondaż jest nacelowany. 60 - 70% osób popierających jakiegoś polityka i partię wydaje się pozornie bardzo wysokim wynikiem, ale gdy okaże się że sondaż przeprowadzono na tysiącu, pięciuset czy nawet stu osobach (przypomnę - Polska ma 30-kilka milionów mieszkańców!), wtedy nawet przeciętny Jan Kowalski szybko dojdzie do wniosku, że został wystrychnięty na dudka.

Wybitny włoski teoretyk polityki Giovanni Sartori (1924 - 2017) zauważa że ludzie (szczególnie ci, którzy oddają stery swojego umysłu mass mediom) często zmieniają swoją opinię i mogą nie wyrażać swojego stanowiska z którym się mocno utożsamiają (np. żeby nie wyjść na odszczepieńca). Czasem też taki Janusz czy Grażyna palną coś na ''odwal się'' żeby się od nich odczepili, a bywa i tak że mówią to, co zasłyszeli w telewizji (tu zależy z jaką stacją sympatyzują). Wychodzi więc na to, że sondaże to samonapędzająca się manipulacyjna machinacja o ogromnej sile rażenia! Nie odzwierciedlają one faktycznych poglądów narodu, zaś wiele z nich jest robionych ''na zamówienie'' na zasadzie ''klient nasz pan''. Jeśli dołożyć do tego bezwartościowe bąkanie bandy filisterów którzy mają wszystko gdzieś, to już w ogóle nie ma o czym gadać. 

To jeszcze i tak nie koniec! Nawet słupkami raczą manipulować. Ten troszku wydłużą, ten przykrócą. 10% wygląda jak 25%, 25% zaś jako tylko troszkę mniejsze od 50%... Zresztą, przyjrzyjcie się temu obrazkowi, a potem wyciągnijcie wnioski: 




I tak to mniej więcej wygląda. Sposobów na manipulowanie sondażami wyborczymi jest ogromny wachlarz. Zainteresowanych odsyłam do artykułu pt. ''Jak się ''robi wyniki'' sondaży i badań''. Facet pracował w kilku firmach zajmujących się sondażami i badaniami rynku, więc raczej wie o czym pisze.

Inna popularna technika manipulacji to atakowanie (np. wrogów politycznych) sloganami które wywołują negatywne emocje. Jest to nic innego jak granie na uczuciach odbiorcy. Weźmy sobie na przykład (nie)szanowną panią Kopacz, która porównywała PIS do niemieckiego NSDAP (link). Nie ma chyba Polaka któremu partia NSDAP kojarzyłaby się choćby w najmniejszym stopniu pozytywnie, prawda? Tutaj zaś islandzka gazeta ''Stundin'' nazywa uczestników Marszu Niepodległości (z 2018 roku) ''neonazistami'' i ''faszystami''. Zgadnij, z czym później będzie się na zachodzie kojarzył typowy Polak?

Krótko mówiąc - chcesz coś lub kogoś oczernić, zgnoić i ośmieszyć? Żaden problem! Porównaj go (w zależności od tego do kogo chcesz trafić i kogo chcesz zdyskredytować) z nazistą, komunistą, rasistą, spiskowym oszołomem, ''kolorowym'' lewakiem lub ''katolackim'' prawakiem. Do wyboru, do koloru. Ważne by dany slogan kojarzył się możliwie jak najbardziej negatywnie jak najszerszej grupie ludzi. 

Jedno z praw profesora i prekursora polskiej cybernetyki Mariana Mazura (1909 - 1983) mówi jasno:



Jeden ze znajomych nauczył mnie, że bez jasno określonych definicji konkretnych rzeczy, zjawisk czy ideologii ludzie nigdy nie dojdą do porozumienia. Rozbieżność interesów jest rzeczą oczywistą. Tu chodzi o terminologię. Przykładowo - amerykański patriota uchodzi za przykład wzorowego obywatela. Co innego polski patriota, któremu polskojęzyczne i zagraniczne media notorycznie przyklejają łatkę faszysty, ksenofoba i fanatycznego szowinisty. Mamy tu do czynienia z tzw. ''Wielkim Kwantyfikatorem''czyli sprowadzania czegoś do konkretnej, sztywnej (najczęściej negatywnej) kategorii.

Skutków stosowania ''Wielkich Kwantyfikatorów'' nie trzeba szukać daleko. Wystarczy spojrzeć na dwa obozy - prawicę i lewicę. Non stop wyzywają się od nazistów, komuchów i faszystów, przy czym 95% z nich w ogóle nie wie co te słowa oznaczają. Nikt nie ma jasno określonej definicji, dzięki czemu można do woli grać sobie na nerwach. Zdrowy rozsądek nie ma tu czego szukać...

Wspomniany prof. Mazur w swojej książce ''Cybernetyka i charakter'' mądrze podkreśla że: ''Zrozumienie umożliwia zastąpienie nieracjonalnych działań lub bezradności przez działania racjonalne.'' No właśnie... Zrozumienie... Powrócę do tego w następnych częściach

A słyszałeś może o tzw. ''technice kanapki''? Istnieją dwa rodzaje tej techniki - kanapka motywacyjna i kanapka zniszczenia. My skupimy się na tej drugiej technice. O co w niej chodzi? W dużym skrócie ujmując - manipulant wciska pomiędzy krytyczną ocenę kogoś lub czegoś pochwałę, w efekcie czego powstaje wokół niego złudzenie obiektywizmu. Człowiek przestaje wówczas patrzeć, czy to co mówi dana osoba ma ręce i nogi. Jego czujność zostaje uśpiona. 

A teraz wyobraźmy sobie taki oto scenariusz - w jakimś tam programie telewizyjnym lub radiowym rozpoczyna się dyskusja na temat bezpieczeństwa szczepień. Każdy wie jak grząski i emocjonujący jest to temat. Do studia zaprasza się trzech klakierów farmaceutycznych (najlepiej z tytułami profesora, dla większego prestiżu), którzy jak katarynki będą nawijać że szczepienia to cud, miód i malina, że są pieczołowicie przebadane, że nie ma się czego bać i inne tego typu oklepane formułki. Z drugiej strony zaprasza się lekarza obiektywnie patrzącego na ten temat, który będzie zwracał uwagę na ewentualne zagrożenia z nimi związane, apelował do rodziców by się edukowali i czytali ulotki szczepionek, nie przechylając się jednocześnie w żadną skrajność. No i teraz pojawia się następujący problem - ludzie z natury wolą być po stronie większości, więc zwrócą się raczej ku opinii tych trzech ''ekspertów''. Poziom merytoryczny tego lekarza, choćby nie wiem jak wysoki i rozbudowany był - nie ma tu aż tak wielkiego znaczenia. Jeśli jeden człowiek mówi że coś jest czarne, ale trzech z kolei mówi że coś jest białe to przeciętny Janusz i Grażyna Kowalscy zwrócą się ku tej drugiej opcji. Dlaczego? Bo jest ich więcej, ot cała filozofia. Każdy trzeźwo myślący ekspert od manipulacji wie, że przeciętny człowiek nie ma ani ochoty ani czasu przekopywać się przez hałdy badań naukowych oraz skrupulatnie weryfikować każdą napotkaną informację. Wolą łykać ścieki serwowane im przez media. Niestety.

Można też pójść na całość i zaprosić do dyskusji przedstawicieli tylko jednego z opisanych stanowisk (w tym przypadku zdecydowanie tego pierwszego!). Można wtedy łgać ile wlezie, gdyż nie mają przed sobą żadnego antagonisty.

Ale to i tak nie jest szczyt bezczelności mass mediów. Bywa i tak że dyskutantów po prostu się... podstawia. W skrócie - osoba A płaci osobie B dużą sumę pieniędzy (albo np. obiecuje jakieś lukratywne stanowisko), po czym instruuje ją co ma mówić przed kamerami, kogo oczernić lub ośmieszyć. 

Pamiętacie tą biedniutką kilkunastoletnią dziewczynkę Nayirah al Sabah, która 10 października 1990 roku przed komisją Kongresu USA lamentowała nad losem noworodków, którzy okrutni iraccy żołnierze rzekomo wyrzucali z inkubatorów i pozwalali umierać im na podłodze? Później całą tą historię opowiedział żołnierzom prezydent George Bush Senior i USA po raz kolejny ruszyło ekhm... ''walczyć o wolność i prawa człowieka''. Wszystko fajnie, pięknie tylko jest kilka malutkich mankamentów. Po pierwsze - panna Nayirah nigdy nie pracowała jako wolontariusz w irackich szpitalach. Po drugie - jakoś nadzwyczaj dobrze posługiwała się angielskim i to do tego z amerykańskim akcentem! Po trzecie - lekarz pracujący w tym szpitalu zaprzeczył, jakoby całe to barbarzyńskie zdarzenie w ogóle miało miejsce. Po czwarte - Nayirah al Sabah była (to oczywiście przypadek, hehe...) córką ambasadora Kuwejtu w USA. I tym oto sposobem światowy żandarm 17 stycznia 1991 rozpętał w Iraku ''Pustynną Burzę'', wykorzystując jako pretekst tą podłą mistyfikację (link).

Kolejna pułapka w jaką możemy wpaść to żonglerka słowna. Jak by wam to opisać? Hmm...

Stany Zjednoczone zaczadzone manią imperializmu topią pół świata w morzu krwi i ognia - zachodnie ściekomedia nazywają to heroiczną walką o pokój i demokrację.

Jednak gdy w miejscu Stanów Zjednoczonych postawimy Rosję, definicja zmienia się diametralnie. Wtedy jest to barbarzyństwo, zbrodnia i kolejny z miliarda miliardów dowodów na to, że Putin to inkarnacja Stalina. Co innego jakby posłusznie ośmieszał i sprzedawał Rosję tak jak pijaczyna Borys Jelcyn. Wtedy byłby wspaniałym politykiem i ''demokratą''. 

Wspaniałym przykładem takiej gry słów jest przyklejanie niepokornym, szukającym prawdy ludziom łatki teoretyka spiskowego. Bardzo prosty i niestety skuteczny zabieg. Jak myślisz? Jaki obraz wyświetli się przeciętnemu Kowalskiemu przed oczami na dźwięk słów ''teoria spiskowa''? Od razu wyobrazi sobie pomyleńca z foliową czapką na głowie który drżąc jak galareta wpatrując się w niebo, oczekując na UFO i ponowne przybycie Jezusa Chrystusa na Ziemię formie strasznego Reptilianina. 

Sprawdź proszę w Wikipedii definicję teorii spiskowej

Cytuję fragment tekstu:

''Teoria spiskowa - próba wyjaśnienia zdarzenia, przebiegu wydarzeń lub sytuacji stojąca w opozycji do powszechnie uznanej wersji, wynikająca z przeświadczenia o istnieniu spisku, czyli zakamuflowanej działalności grupy osób, które rzekomo zawarły tajne porozumienie dla osiągnięcia jakiegoś celu, zatajając prawdę przed opinią publiczną.''

Teorie spiskowe są więc z definicji mglistymi przypuszczeniami, domysłami i gdybaniem bez ładu i składu. Rozdzielmy więc od rzeczywistych faktów bzdurne teorie takie jak teoria płaskiej ziemi (dla mnie absolutny number one wśród bzdur!), rzekomo istniejące przed wiekami Imperium Lechickie czy nazistów na księżycu. Pewnie spytacie - a co jest tymi ''rzeczywistymi faktami''? Poczytajcie choćby o historii powstania FED-u, Wielkiej Farmie, projekcie MKUltra, aferze Watergate, wspieranie niemieckich zbrodniarzy przez Watykan oraz bandyckich inwazjach USA na Iran (Operacja Ajax), Jugosławię (Operacja Allied Force) czy Irak (Operacja Pustynna Burza). Wrzucanie wszystkich ''teoretyków spiskowych'' do jednego worka ma jeden zasadniczy cel - wmówienie ludziom że absolutnie każda rzecz, której przyklei się łatkę ''teorii spiskowej'' jest głupim bzdetem dla oszołomów, niewartym uwagi. Włącz lepiej ''Wiadomości'' albo ''Fakty'' w TVN. My ci powiemy co jest prawdą! To wspomniane już ''Wielkie Kwantyfikatory''. W tym przypadku ''teoretyk spiskowy'' = debil i oszołom.

PS: Czy aby na pewno chemtrails to tylko mrzonka, hm?




Innym przykładem jest II wojna światowa i teksty typu: ''1 września 1939 roku na Polskę napadli naziści!'' Yyyy... Każdego który głosiłby przy mnie podobne ''mądrości'' zaprowadziłbym za rękę do mapy z 1939 roku i zapytał wprost: ''Pokaż mi proszę, gdzie jest to państwo nazistów? Całe życie szukam i doszukać się nie mogę! Jak w ogóle się ono nazywa? Nazipolis? Naziland? No proszę, pokaż mi!''.

Będąc przy II wojnie światowej natychmiast przed oczami staje mi parszywy slogan ''polskie obozy śmierci''. Pytam się teraz - czy obozy na terenach w Austrii nazywane są ''austriackimi''? Albo na terenie Czech - ''czeskimi''? NIE! Tylko w Polsce są to ''polskie'' obozy śmierci. A, przepraszam! W Niemczech również nie są one niemieckie! No gdzież tam! To ''nazistowskie'' obozy śmierci! Swoją drogą - jak uważacie? Czy niedawne słowa Andrei Mitchell (przynajmniej raczyła za nie przeprosić...) mówiące, że powstanie Żydów w getcie warszawskim było skierowane przeciwko ''polskiemu i nazistowskiemu'' reżimowi jest objawem jej ciasnoty umysłowej, czy może to celowo zaplanowana masowa akcja gnojenia Polski? Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami...

Gra słów może działać też w drugą stronę. Budzące grozę słowo ''depopulacja'' zamienia się na ''politykę zrównoważonego rozwoju''. Inny przykład - słowo ''islamski terrorysta'' zamienia się na ''człowiek chory psychicznie''. Najlepiej jeszcze pochodzący z Polski, Niemiec czy Szwecji. No bo gdzie tam z Somalii albo Syrii! Mała dygresja - uważasz że depopulacja jest no... teorią spiskową? Tak? Nawet księciunio William wraz ze swoim dziadziusiem namawia do ograniczenia populacji ludzkości. Tłumaczy to... dobrem zwierząt! Rozumiecie to?! Wielcy tego świata przejmują się zwierzątkami! Jakie to słodkie! Serio, baśń o Czerwonym Kapturku byłaby dla mnie bardziej wiarygodna.

W tym artykule z kolei widać poziom ''rzetelności'' informacji jakie serwuje nam szechterowa Gazeta Wyborcza (link). Artykuł ma co prawda kilka lat, ale i tak pasuje tutaj jak ulał. Obnażono tutaj dość prostacką manipulację - ''francuskie media'' rzekomo wyrażały swoje obawy dotyczące rządów PIS-u. Chodziło tu o gazety ''Le Mande'' i ''Liberation''. Ta druga lamentując doszła do wniosku: ''Polacy mają dość Europy, a powstałą sytuację – powrót konserwatystów do władzy – streszcza krótko: szczypta obietnic socjalnych, posypana ksenofobią, z dodatkiem tradycyjnej obyczajowości katolickiej''. 


Później jednak wyszło Szydło z worka. Portal zelaznalogika.net dotarł do źródeł z których wynikało że te artykuły pisali... Polacy! Cytuję:

''Cytowani dziennikarze nazywają się Jakub Iwaniuk i Maja Żółtowska. Przy czym pierwszy z nich - piszący dla lewicowego "Le Monde" Jakub Iwaniuk - pracował swego czasu dla... portalu Wyborcza.pl. Natomiast Maja Żółtowska od lat pisze francuskiego centrolewicowego "Libération" - i już w 2007 r. pisała teksty atakujące PiS, m.in. za pomysł lustracji w mediach''.

Tak oto robi się z Polaków debili. Szkoda nawet strzępić gębę. Gazeta Wybiórcza - i wszystko jasne! 

Żeby nie było że jadę tylko po jednej stronie medalu - stronniczość i hipokryzja propisowskiej ''Gazety Polskiej'' normalnie parzy w oczy! Jeszcze mają czelność pisać na jej okładce ''Strefa wolnego słowa''. Hahaha! Zapomnieli dodać ''według PIS-u''.

Mała dygresja. Tutaj zawarta jest też inna forma manipulacji - kreowanie wroga. Ile to już razy bombardowano nas informacjami, jakoby to Rosja miała za chwilę rozwalić nas na drobne atomy? Z drugiej strony - ZSRR zastraszało swoich obywateli imperialistami, którzy tylko czekają na to by ich unicestwić (a tymczasem ich finansowali, o zgrozo!). Nie dość że społeczeństwo jest zastraszone i ogłupione, to jeszcze zwraca się ono w stronę manipulatorów, by ci ich obronili i wsparli (czytaj: Polska zwraca się ku USA i NATO by obroniło ich przed nieistniejącym rosyjskim zagrożeniem). Rok 1984 Orwella się kłania...

Dalej należy wymienić metodę regularnie stosowaną przez polityków - stopniowanie zmian. Naród trzeba udupić powolutku, kroczek po kroczku, delikatnie. Inaczej motłoch się zorientuje i wywiedzie rządzących na ciężarówce śmierdzącego gnoju. Kłania się tutaj tzw. syndrom gotowanej żaby. Jeśli zaczniesz podgrzewać wodę zbyt gwałtownie, żaba od razu wyskoczy. Inaczej rzecz się ma podczas powolnego podgrzewania wody. W tym przypadku żaba nic nie zauważy i zanim się obejrzy zostanie ugotowana. 

Zmiany (uderzające w zwykłego obywatela) można też odkładać, udając zatroskanych mężów stanu, na okrągło powtarzających że dana ustawa musi zostać wprowadzona. Uzasadniają to zazwyczaj absurdalnymi, bezsensownymi argumentami, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że ustawa ta ma ''rozwiązać'' problemy które politycy sami stworzyli.

Tytuły artykułów są często konstruowane w taki sposób, aby zasiać w czytelniku ziarno wątpliwości odnośnie np. uczciwości jakiegoś niewygodnego polityka lub wersji dowolnego wydarzenia. 

Wyobraź sobie że Twoim oczom ukazuje się taki nagłówek: ''Czy Jan Kowalski mógł pomagać Andrzejowi Nowakowi tuszować aferę korupcyjną?'' 

Pojawiły się wątpliwości? Jakiś niepokój, wahania? Właśnie dałeś się zmanipulować! Tak naprawdę w artykule może nie być żadnych istotnych konkretów odnośnie udziału pana Kowalskiego w tej aferze. Dowodów brak, ale przeciętny obywatel najczęściej czyta sam nagłówek artykułu (np. w linku na Facebooku), ewentualnie jakiś kawałek tekstu, bo artykuł jest strasznie nudny. Ta technika skutecznie potrafi namieszać w głowach ludziom, szczególnie tym którzy nie lubią czytać.

Dość popularną metodą jest również przekazywanie ważnych, istotnych informacji skomplikowanym, niezrozumiałym językiem, przez co cały artykuł staje się ciężki jak betonowy kloc. Po kilku zdaniach przeciętny Janusz Nosacz machnie na niego ręką i włączy kolejny odcinek dzieła pt. ''Dlaczego ja?''.

Można też wyrwać wypowiedź z kontekstu. 

Pani Grażyna stwierdza że: ''Dzieci z Zespołem Downa powinny być izolowane od społeczeństwa''. Oburzające, prawda? I to jeszcze jak! 

Dokończmy jednak wypowiedź pani Grażyny: ''Dzieci z Zespołem Downa powinny być izolowane od społeczeństwa - takie słowa usłyszałam ostatnio w autobusie! Jak można być tak bezdusznym człowiekiem?!''. Widać różnicę? 

Napoleon Bonaparte słusznie kiedyś zauważył, że cztery nieprzyjazne gazety są groźniejsze niż tysiąc bagnetów...

Wystarczy tylko uciąć tekst tu i tam, a momentalnie możemy zrobić z danej osoby ohydną kreaturę. A że cała wypowiedź jest ucięta i wyrwana z kontekstu, to już inna sprawa. Ludzie wierzą szklanemu ekranowi jak wyroczni. Skoro tak jest pokazane w telewizji, to na pewno jest to prawda. Genialna logika, nie ma co.

Media lubią także rozdmuchiwać do granic możliwości jakieś zdarzenia (elegancko nazywa się to hiperbolą). Niedawno głośno zrobiło się o 36-letniej kobiecie, która NAJPRAWDOPODOBNIEJ zmarła po wlewie z DMSO. No właśnie. Prawdopodobnie! Jak dotąd nie znalazłem potwierdzenia, że to właśnie DMSO było przyczyną jej śmierci. Nie twierdzę że tak nie było. Proszę jedynie o merytoryczne dowody, których jak dotąd brak. A co jeśli kobieta miała niezdiagnozowaną chorobę, która dyskwalifikowała ją do tego zabiegu, hm? Od chemioterapii czy statyn codziennie umiera tysiące ludzi - i co? I cisza! A tu od razu wielka wrzawa. Zupełnie jak z tą kobietą, która poddała się ceremonii żaby kambo, po czym zmarła. Albo któregoś razu opowiadali o kobiecie która leczyła raka wodą. Festiwal manipulacji normalnie. Zapoznajcie się łaskawie z terminem ''autofagia'' i pracami japońskiego naukowca Yoshinori'ego Oshumi - laureata Nagrody Nobla z 2016 roku za odkrycie mechanizmu jej działania. Może tak poruszycie w tych śmierdzących ściekomediach temat skuteczności chemioterapii która wynosi nieco ponad 2%!

Zostańmy jeszcze przy PNŚ. Jakiś czas temu obserwowałem jak pan doktorek celebryta Łukasz Durajski gorąco namawiał do szczepień kobiet... w trakcie ciąży! Że co proszę?! 

Proszę mi pokazać choć jedno rzetelne, wysokojakościowe badanie (randomizowane i z podwójnie ślepą próbą) które bezdyskusyjnie potwierdza bezpieczeństwo szczepień w ciąży! Gwarantuję że nic wartościowego nie znajdziecie, choćbyście przekopali internet wzdłuż i wszerz! Dla uwiarygodnienia tego bełkotu sprowadzono jeszcze matkę-lekarkę która rzekomo również szczepiła się w trakcie ciąży na krztusiec i grypę. 

Raz - nie wiadomo czy to w ogóle jest prawda. Dwa - to że akurat jej szczepienie nie zaszkodziło jeszcze o niczym nie świadczy. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, prawda? Ktoś inny może z kolei stracić dziecko! Trzy - czy ten doktorek za dychę w ogóle zdaje sobie sprawę, że weterynarze kategorycznie zabraniają szczepienia ciężarnej suki w ciąży?! Ba! Zalecenia wyraźnie mówią, że piesek do 12 tygodnia życia również nie powinien być szczepiony! Sprawdźcie sobie wszystko tutaj

A tymczasem szczepi się noworodki w pierwszej dobie życia i jeszcze zachęca się matki do szczepień w trakcie ciąży! Przecież człowiek to nie pies, nic mu się nie stanie. Serio, takim konowałom należałoby odebrać prawa do wykonywania zawodu! Nie jestem wrogiem szczepień! Chcę jedynie jako obywatel wolnego (przynajmniej w teorii) kraju mieć możliwie jak najlepsze rozeznanie odnośnie tego co, jak i kiedy wstrzykuje się do organizmu mnie i moim bliskim! Obejrzyjcie sobie występ dr. Łukasza. Klasyka - szczepienia są ok, one nie szkodzą, to mit, to kłamstwa! Ehhh... 

Dla głodnych wiedzy, zaznajomionych z angielskim podrzucam artykuł przedstawiający 10 powodów dla który lepiej nie szczepić się na grypę. Streszczę kilka faktów:

- opracowywanie szczepionki na grypę przypomina wróżenie ze szklanej kuli. Armia ''wróżbitów Maciejów'' spekuluje jaki szczep wirusa pojawi się w danym roku i na podstawie tych domniemań tworzą nową szczepionkę.

- aż 80% osób zaszczepionych na grypę ROZSIEWA wirusa jeszcze tydzień po zaszczepieniu!

- ponadto szczepionki są skażone glifosatem. Zawierają w sobie antybiotyki takie jak neomycyna i gentamycyna, sprzyjające powstawaniu ''supermikrobów'' uodpornionych na nie. Nie brak w nich również takiego dobra jak aluminium, tiomersal, formaldehyd, kwas karbolowy a nawet odmrażacz!

- Ministerstwo Zdrowia USA ostrzega, że szczepionki te mogą powodować mutacje wirusa, przez co staną się jeszcze groźniejsze dla zdrowia

- ryzyko zapadnięcia na chorobę Alzheimera i demencję wzrasta 10-krotnie! Powodem są tutaj stany zapalne powstające w ciele i mózgu

- szczepionka na grypę ma również wyraźny związek z chorobą Guillaina-Barre, przed czym także ostrzega Ministerstwo Zdrowia USA

Odwróćmy teraz wszystko o 180 stopni. Są tematy które media głównego ścieku maglują do znudzenia, ale są i takie (zazwyczaj bardzo ważne i istotne) których próżno szukać na łamach popularnych gazet, portali internetowych oraz stacji telewizyjnych. W najlepszym razie ktoś gdzieś o nich zdawkowo bąknie, przez co nie ma szans aby ta informacja dotarła do szerszej grupy ludzi. Lepiej puścić w PNŚ pasjonujący materiał w którym ''gwiazdy'' przez prawie 10 minut doradzają co trzeba zrobić, żeby wiatr nie podwiał ci sukienki albo co gorsza... nie zniszczył Ci nowej fryzury! Mount Everest żenady... 

Ustawa 1066, Ustawa 447, ACTA2, zbrodnie Żydów w Palestynie, protesty przeciwko umowie CETA i przymusowym szczepieniom, upadające polskie rolnictwo i wyniszczony przemysł - te tematy były i są albo całkowicie przemilczane, albo mówi się o nich tyle co kot napłakał. W zamian za to raczy się nas pierdołowatymi informacjami o kolejnej durnej wypowiedzi któregoś z polityków, nowej fryzurze Dody albo o wściekłym jeleniu biegającym po obrzeżach któregoś z polskich miast. Jakież to fascynujące! To nic innego jak opisana przez Noama Chomsky'ego zasada odwracania uwagi. Tematy zastępcze zawsze były, są i będą skutecznym narzędziem w rękach elit.

Pod przemilczenie śmiało można podpiąć także uparte powielanie mitów o nieskuteczności witaminy C, tłumacząc że nie ma badań potwierdzających jej skuteczność lub że te badania co już są, negują jej rzekome skuteczne działanie. Drodzy ''eksperci'' za dychę - rzućcie oczętami na książkę Andrew Saula ''Wylecz się sam - megadawki witamin'', a natychmiast, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wyskoczy przed wami cała masa badań potwierdzających dobroczynne działanie witaminy C w olbrzymiej palecie przeróżnych schorzeń. Wbrew pozorom terapie witaminą C z dużą skutecznością stosowała masa lekarzy i wybitnych naukowców takich jak: Linus Pauling, Frederick Klenner, Thomas E. Levy, Hugh Riordan czy Robert F. Cathcart. Oni też są ''szarlatanami'', hm?

Swoją drogą - będąc wczoraj w kiosku wpadła mi w ręce gazeta ''teorie spiskowe medycyny'' (można ją znaleźć w niektórych salonikach prasowych i sprawdzić co i jak) i na jednej ze stron doszukałem się stwierdzenia, że witamina C nie działa, ponieważ w jednym z badań porównano placebo z 10 mg witaminy C i nie stwierdzono żadnej różnicy w kontroli objawów. 10 mg?!! To nawet dla myszy nieduża dawka, a co dopiero dla człowieka! Tak właśnie ośmiesza się terapie witaminowe... i naszą inteligencję. Ruszamy dalej w krainę dezinformacji.

Założę się o sto złotych, że 3/4 (albo i więcej) ludzi widzących nagłówek wystukany caps lockiem zapewne choćby z czystej ciekawości kliknie w odsyłacz. Na widok drukowanych słów ''UWAGA! SKANDAL! TEGO NIE MOŻESZ PRZEGAPIĆ! NIEDOWIERZANIE! NIE UWIERZYCIE! ALARM!'' nachodzi czytelnika nieodparta ochota, by kliknąć w artykuł. To może być przecież coś bardzo ważnego! Tymczasem okazuje się, że najczęściej to zwykłe wypociny bez ładu i składu, zwyczajna manipulacja i sensacja bez pokrycia.

Jedną z najprostszych metod jest tzw. goebbelsowska metoda - kłamstwo powtarzane 1000 razy staje się prawdą! Stare, ale jak skuteczne!

Można też umniejszyć rangę podawanych informacji. Informację o jakiejś szkodliwej ustawie szykowanej nam przez rząd umieścić drobnym druczkiem w dolnym rogu ostatniej strony gazety, ujętą dodatkowo w eufemistycznym słówkach, zaś na pierwszej jej stronie wysmarować wielki artykuł z siostrami Godlewskimi w roli głównej, które pokłóciły się o to, czy karpia na Wigilię lepiej zarżnąć czy utopić. Ważne informacje można też przesunąć w czasie - umieścić je pod koniec serwisu informacyjnego, podając wcześniej nic nie znaczące bzdety i dezinformację. Umysł przeciętnego Kowalskiego będzie już zbyt zmęczony siłowaniem się z papką medialną. Nie będzie w stanie odpowiednio przetrawić przedstawionych informacji, a co za tym idzie - obejdą go jak zeszłoroczny śnieg.

Politycy upodobali sobie także regułę wzajemności, chociaż prawdę mówiąc występuje ona także w innych aspektach naszego życia.

Kiedy wybory zbliżają się wielkimi krokami, a cały kraj zostaje oblepiony krzykliwymi plakatami, politycy nagle przypominają sobie o elektoracie i wychodzą łaskawie na ulicę rozdając góry pierdółek z logo swojej partii - czapki, długopisy, ołówki, breloczki, podkoszulki, krawaty, zapalniczki, słodkie przekąski i do tego mnóstwo kiełbasy wyborczej (burp, aż mi się odbiło!). To działa na prościutkiej zasadzie - ''ja ci dam coś, a ty w zamian na mnie zagłosuj''. Inne czynniki wpływające na Twoją decyzję schodzą na dalszy plan. Liczy się tylko to, byś się odwdzięczył. Jest to jedna z sześciu reguł wywierania wpływu na ludzi sformułowana w latach 60 XX wieku przez Roberta B. Cialdiniego w jego książce pt. ''Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka'' (to na niej opieram w sporej mierze ten artykuł!), ale za jej twórcę uznaje się Alvina Gouldnera. 

W wypadku gdyby ten trik nie poskutkował, politycy zaczynają straszyć elektorat swoimi oponentami. W ostrych jak brzytwa słowach opisują co się stanie jeśli ''tamci'' dostaną się do władzy. Popatrz sobie na poczynania POPIS-u. PIS zastrasza nas ''PO-wskimi komuchami'' zaś PO ''PIS-owskimi moherami i dyktatorami''. Przecież to jak wybieranie między strzałem w łeb a strzałem w głowę! Potem mamy taką sytuację, że usprawiedliwia się jednego złodzieja wskazując na drugiego i wykrzykując że tamten nakradł więcej. Śmiech na sali...

I tu mała ciekawostka - istnieje dość ciekawy wariant tej techniki zwany techniką zatrzaśniętych drzwi (albo z angielskiego - ''drzwiami w twarz''). Można ją zobrazować w ten sposób: pracownik prosi szefa o kosmiczną podwyżkę płacy w wysokości 600 złotych. Dla szefa jest to nie do przyjęcia, gdyż pracownik zarabia 2000 zł na rękę, dlatego kategorycznie odmawia. Wówczas pracownik z westchnieniem macha ręką i stwierdza że faktycznie przesadził, po czym prosi ''tylko'' o 250 zł podwyżki. W rzeczywistości właśnie o taką podwyżkę mu chodziło. Szef z dużym prawdopodobieństwem przystanie na tą propozycję, gdyż uzna że 250 zł to błahostka przy kwocie 600 zł. Gdyby pracownik od razu poprosił o podwyżkę 250 zł, szef z pewnością by odmówił, ponieważ nie byłoby tego pierwszego, zawyżonego punktu odniesienia na którym miałby się wzorować. Ciekawy mechanizm, nieprawdaż?

No i nie wolno nam zapomnieć o metodzie podpalacz-strażak. Władza tworzy problem (false flagi, kryzysy gospodarcze itd.), by po zmęczeniu nim społeczeństwa zaproponować rozwiązanie. Ech, za dużo byłoby tego pisania. Zainteresowanych odsyłam do zalinkowanego artykułu na samym początku artykułu. Zresztą, w kolejnych częściach cyklu powrócę do tego zagadnienia.

Teraz przejdziemy do wyjątkowo perfidnej formy manipulacji i siania propagandy, której widzowie mogą w ogóle nie zauważyć. Polega ona na umieszczaniu w popularnych telewizyjnych serialach (np. ''Barwy Szczęścia'' czy ''Ojciec Mateusz'') wątków mających na celu zaprogramowanie umysłu oglądającego na określony tor myślenia. Tępo zapatrzony w ekran telemaniak nawet nie zauważy że robi mu się trociny z mózgu. Weźmy sobie niedawne odcinki serialu ''Na dobre i na złe'', gdzie od razu zwęszyłem śmierdzącą proszczepionkową propagandę.

Przez dłuższy czas nawet lubiłem ten serial. Z biegiem czasu zrozumiałem jednak że jest on jedną wielką propagandą. Wyidealizowanym obrazem polskiej służby zdrowia. Owszem, wśród polskich lekarzy nie brak wybitnych, mądrych jednostek, jednak prawda jest taka że w Polsce ludzie godzinami konają na SOR-ach! W innym przypadku lekarka odmówiła nawet przyjęcia 63-letniego pacjenta na SOR, bo się... lady obraziła. Facet zmarł kilkanaście godzin później. Dam sobie uciąć obie ręce że nikomu włos z głowy nie spadnie. Gdyby to zrobił naturoterapeuta, to cała sprawa byłaby zapewne tygodniami maglowana w ściekomediach! Brak słów po prostu.

Kolejny przykład to 222 odcinek ''Ojca Mateusza'' pt. ''Pingwin''. I znowu mamy tu do czynienia z typowym stereotypem ''szalonego spiskowca'', który zostaje przywołany do porządku przez ''trzeźwo myślącego'' mainstreamowca. Programuje się ludek na każdym kroku. Obejrzyjcie go, a sami się przekonacie. W serialu ''Na Wspólnej'' podczas jednego z odcinków obśmiano teorię o NWO i gadanie że kilkanaście rodzin ma w garści ogromną część świata (a przecież wiadomo że to żadna teoria, a fakt!)

Muszę jednak przyznać, że w zaszczepianiu takich podstępnych ''programów'' prym wiedzie serial ''Barwy Szczęścia''. Niestety, często chcąc nie chcąc go oglądam, gdyż moja babcia i siostra go wprost uwielbiają. Ja osobiście go nie cierpię. Raz - to nie mój typ rozrywki, a dwa - patrz wyżej. Tak samo jak w ''Na dobre i na złe'' doszukałem się tam proszczepionkowego bredzenia że antyszczepionkowcy to psychole, niszczący dzieciom zdrowie i życie, szczepionki są super-duper-extra, no i nie zabrakło też wątku o ''śmiercionośnej'' odrze. Dalej - biedni uchodźcy, którzy przyjechali do naszego kraju, lecz musieli spakować manele i uciekać, bo ci wredni faszyści Polacy nie dawali im żyć. To samo było w wersji z tym Ukraińcem Jewgienijem. Czy było tego więcej? Z całą pewnością tak, ale nie chce mi się męczyć z tym badziewiem.

Na wszelkie sposoby próbują nam zaszczepić swoje spojrzenie na świat, także poprzez popularne seriale telewizyjne.

To i tak tylko czubek góry lodowej. Jeśli przywiążemy się zbyt mocno do serialowych postaci, będziemy przeżywać ich dramatyczne losy w takim samym stopniu, jakby przydarzało się to nam lub komuś bliskiemu. Nie ważne czy coś dzieje się w telewizji, czy w realnym świecie. Podświadomość łyka wszystko jak leci. Zauważyłem to na swoim przykładzie już mnóstwo razy. 

Tego typu seriale mówią do widza wprost: ''Zobacz jakie oni mają niesamowite życie! Twoje życie jest szare i nudne! Zacznij żyć ich życiem, przestań się wychylać!''. Telewizja tworzy ludziom fałszywy, zakrzywiony obraz rzeczywistości którym zaczynają żyć. Z zagryzionymi zębami wyczekują kolejnych odcinków, spychając swoje życie na dalszy plan. Czy Patrycja kocha Michała? Czy Michał kocha Patrycję? Kiedy będą mieli dziecko? Czy wezmą ślub? Może ktoś im przeszkodzi? O Jezu! Jakieś patole pobiły Michała, nieeeeee! Michała wiezie erka do szpitala, AAAAAA! Błagam, nie umieraj! Bez Ciebie moje życie nie ma sensu! NIEEEEEE! 

Boże! To naprawdę aż tak ciekawe i emocjonujące? Ten tego zabije, ten tamtego pobije, okradnie, przeleci, zrobi dziecko, oszuka, obrzuci wyzwiskami, wyzna miłość, zerwie zaręczyny...

TO WSZYSTKO JEST TYLKO GRĄ AKTORSKĄ! W SERIALACH SĄ NAJCZĘŚCIEJ FIKCYJNE POSTACIE! ŻYJCIE SWOIM ŻYCIEM I NIE SZUKAJCIE ŻADNYCH JEGO ZAMIENNIKÓW! KROPKA!

Już widzę oczami wyobraźni te jęki i płacze milionów widzów, którzy opłakiwali śmierć Hanki Mostowiak. Absurdy jakie narosły wokół tych wydarzeń nawet mnie odebrały mowę:

Tutaj fani ''M jak Miłość'' apelują: Oddajcie grób Hanki Mostowiak! Zmęczcie cały artykuł, jeśli dacie radę. Tam to dopiero jest jazda.

Tutaj Ilona Łepkowska opowiada wymierzonych w nią atakach fanów ''M jak miłość''. Oskarżali ją o uśmiercenie Hanki. Znalazły się nawet dwie panienki które podeszły do niej i wyjechały jej z takim tekstem: ''Jak pani mogła! Jak pani mogła to zrobić! Ten Marek tak strasznie płakał!''

Z legendarnym już ''Ryśkiem z Klanu'' rzecz ma się bardzo podobnie. Fani serialu atakowali aktorkę grającą Halszkę za to, że uśmierciła ich ulubieńca! Parodia westernu normalnie...

Seriale które wymieniłem to tylko Pan Pikuś przy ''dziełach'' pokroju ''Dlaczego ja'', ''Trudne Sprawy'', ''Szkoła'', ''Ukryta Prawda'', ''Pamiętniki z wakacji'' czy ''Małolaty'' (z ang. soap docs). To chyba najgorsza sraczka medialna na jaką można się natknąć w telewizji. I co gorsza - produkują tego shitu CORAZ WIĘCEJ! Dlaczego? A dlatego że telewizja dostosowuje się do poziomu (w tym przypadku chyba jego braku!) i oczekiwań widza. No chwila! Gdyby ludzie nie oglądali tych programów, to koniec w końcu zaprzestano by ich emisji! Nie ma popytu, nie ma podaży! Tu nie chodzi o to, by ich zabraniać, bo są porąbane (co jest prawdą!). Wystarczy ich nie oglądać, a same znikną. Ale najwyraźniej ludziom podoba się gdy robi im się z głowy kogel-mogel. Ze statystyk wynika, że taka ''Ukryta Prawda'' już po czterech dniach emisji zgromadziła przed telewizorami ponad 2.500.000 widzów! Pominę to minutą ciszy...

PS: Jeżeli łudzisz się że owe seriale są oparte na faktycznych zdarzeniach, to muszę Cię rozczarować - na mknących z prędkością światła napisach końcowych stoi jak byk, że wszystkie zdarzenia i osoby występujące w danym odcinku są FIKCYJNE, a jakiekolwiek podobieństwa z faktycznymi osobami i postaciami są zupełnie przypadkowe!

Przepraszam was że piszę o takich durnotach, jednak chciałbym tutaj uwypuklić skalę tego absurdu i pokazać jak potężną siłę rażenia mają mass media. 

A manipulacje zdjęciami lub filmami? W dobie photoshopu i coraz bardziej rozwiniętej technologii to absolutnie żaden problem! Wystarczy odrobina pomyślunku i sprytu, a można rozpętać niezłą burzę z gradem. Weźmy za przykład fotografa, który zrobił ponoć zdjęcie syryjskiemu dziecku śpiącemu wśród grobów swoich rodziców. Pęka serce, prawda? Tymczasem ten dzieciak był tak naprawdę siostrzeńcem tego fotografa, który zaangażował go do swojego nowego projektu artystycznego!

Historia manipulowania zdjęciami jest jednak o wiele dłuższa. W takich technikach lubował się już Włodzimierz Iljicz Lenin, który postanowił usunąć z niej Lwa Trockiego (Lejbę Bronsteina) aby nie kojarzył się nikomu z październikową rewolucją:



Te same metody przejął jego następca Józef Stalin, który ''wyciął'' ze zdjęcia Nikołaja Jeżowa, ludowego komisarza bezpieczeństwa państwowego, ponieważ popadł u niego w niełaskę:




Mao Zeodong nie pozostał w tyle:


Zresztą Adolf Hitler również (do dziś nie wiadomo dlaczego Hitler usunął swojego propagandowego mistrza):



Przypomina to bardzo ukuty przez Georga Orwella termin ''ewaporacja''. Ofiara jest nie tylko likwidowana, ale i wymazywana z historii, tak by wszelki ślad po niej zaginął. Przyznajcie że trudno wyobrazić sobie równie straszliwą rzecz. Pójdźmy dalej:



Hipotetycznie:

Pierwszy skrawek zdjęcia pokazuje się widzowi, zaś środkowy - żołnierzom. Można oczywiście zrobić to na opak, w zależności od celu przekłamania.

Druga część przedstawia faktyczny stan rzeczy. Manipulacja jak talala!

Wróćmy jeszcze raz do co rusz wybuchających ''epidemii'' odry. Tak przedstawia sprawę TVN:



A tak rzetelne źródła:



Mamy tutaj do czynienia nie tyle z manipulacją zdjęciami, co statystykami. Nie trzeba tutaj żadnego geniuszu. Widać jasno i wyraźnie że zachorowalność na odrę utrzymuje się od lat na podobnym poziomie. Jednak TVN, jak na polskojęzyczne ściekomedia przystało, przedstawił dane statystyczne w sposób mający uwiarygodnić rzekomą epidemię odry. Wystarczy poszperać chwilę w źródłach, aby dojść do oczywistego wniosku że to zupełny nonsens. No ale komu by się chciało... 

A tu coś ekstra - odra według photoshopa:



Photoshop vs bez photoshopu:




A tu odra według Wikipedii:



Komentarz uważam za zbędny.

Sprawa jest rzecz jasna o wiele bardziej złożona, ale to już materiał na dalsze części cyklu. Wyłącz telewizor, włącz myślenie!

Zostawmy w spokoju odrę i skupmy się teraz na niedawnej epidemii wirusa Eboli w Afryce. Niby inny kontynent, niby inna choroba, jednak chwyty mediów te same. Niemiecki dziennikarz ujawnia w swoim dwuminutowym materiale, jak New York Times zastrasza społeczeństwo nieudolnie sfabrykowanymi reportażami. Całość można streścić w paru zdaniach:

1) Akcja rozgrywa się na podwórzu w stolicy Liberii - Monrovii. 
2) Dla większego realizmu wiesza się w pobliżu transparent na rzekomym tylnym wejściu do J. F. K, oczywiście przepełnionego chorymi na Ebolę i zamkniętemu. Chory człowiek dogorywa przed wejściem szpitala. Serce pęka, prawda?
3) Sęk w tym że ludzie na filmie to w rzeczywistości amatorscy aktorzy ze slumsów, dla których garść dolarów to fura pieniędzy. Jeden z nich tarza się na ziemi, jęczy i zawodzi, a o swej rychłej śmierci oznajmia nie w swoim ojczystym języku, a po... angielsku! 
4) Najlepsze w tym wszystkim jest to, że koleś jest zdrowy jak byk i bynajmniej nie wygląda na przymierającego głodem. Oto jak wygląda prawdziwa Ebola (nie dla ludzi o słabych nerwach!):



5) Drugi aktor udający jego ojca informuje, że jego ''syn'' od kilku dni ma rozwolnienie i wymiotuje. 
6) W późniejszej części filmu ten obłożnie chory człowiek nagle zmartwychwstaje i siada jakby nigdy nic! Cud? A może po prostu oczekuje zapłaty za brudną robotę?
7) ''Tatuś'' wspomnianego chorego idzie zadowolony do domu trzymając w rękach plik nowiutkich dolarów.

A społeczeństwo później łyka ten koktajl strachu jak pelikany...

Widzisz więc - nawet zdjęciami i filmami można do woli manipulować. Zdjęcie pokazane w tle artykułu może nie mieć tak naprawdę żadnego związku z opisywaną sytuacją. Mogło być wykonane kilka lat temu, podczas innej wojny, w zupełnie innym mieście lub nawet państwie! Film można za to nakręcić ''na zamówienie'', jak przedstawiłem powyżej.

Vladimir Wołkow, wybitny ekspert od dezinformacji podsumował to genialnie: ''Media przestały być instrumentami informacji, lecz stały się narzędziami ideologii (...). Przekazują nie wiadomości, lecz idee, które wnikają do naszej świadomości wbrew naszej woli''.

Skoro już obszernie opisałem zawiły labirynt pełen manipulacyjnych pułapek w które notorycznie próbują nas wpakować mass media, to teraz zejdziemy na nieco inne tory, a mianowicie - pora sprawdzić, jak telewizja wpływa na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne.

Na początek należy pokazać oczywisty fakt, że wielogodzinne siedzenie przed telewizorem gwałtownie zwiększa ryzyko otyłości, miażdżycy, zawałów serca, pogorszenia wzroku, wad kręgosłupa, cukrzycy i wielu innych tego typu schorzeń. Dzieciaki siedzące godzinami przed telewizorem będą z dużym prawdopodobieństwem nadpobudliwe, z pogorszoną koncentracją i pamięcią, a także ograniczoną wyobraźnią i bardzo ubogim zasobem słownictwa. 

W 2015 r. na łamach czasopisma ''Jama Psychiatry'', wydawanego przez Amerykańskie Towarzystwo Medyczne, opublikowano badania na temat tego, jak telewizja wpływa na nasze zdrowie. Badania te trwały aż ćwierć wieku, w którego trakcie naukowcy śledzili nawyki grupy ponad 3000 osób. Po upływie 25 lat na badanych osobach przeprowadzili trzy rodzaje testów sprawności intelektualnej. Jak można się spodziewać zdecydowanie najsłabiej wypadły osoby, które przez 25 lat oglądały telewizję co najmniej przez trzy godziny dziennie. Znacznie lepiej poradzili sobie badani, którzy rezygnowali z telewizji na rzecz innych rozrywek jak np. książka, sport czy teatr. Taki stan rzeczy wynika prawdopodobnie z faktu, iż telewizja upraszcza rzeczywistość i niewystarczająco stymuluje mózg i wyobraźnię. Dostajesz wszystko na tacy, nie musisz się w ogóle wysilać. Chłoniesz ten syf niczym sucha gąbka. Poniżej masz trafne porównanie książki z telewizją:





Badania psychologa Herberta Krugmana wykazały, że wystarczy tylko 30 sekund oglądania telewizji, aby fale mózgowe zaczęły przestawiać się z fal beta (charakterystyczne dla stanu gotowości i czujności), głównie na fale alfa. Ten stan umysłu występuje podczas relaksu i odprężenia, albo tuż przed zaśnięciem i po przebudzeniu. Nietrudno się domyśleć że ośrodki w mózgu odpowiedzialne za krytyczne myślenie są wtedy uśpione. Wychodzi więc na to, że telewizja hipnotyzuje nie tylko w przenośni, ale i w dosłownym tego słowa znaczeniu!

W naukowej analizie przeprowadzonej przez Uniwersytet Harvarda znajduje się pielęgniarskie badanie przeprowadzone na grupie 50.000 kobiet w średnim wieku. Trwało ono sześć lat. Wynika z niego że dwie godziny spędzone przed telewizją zwiększają ryzyko otyłości o 24% i cukrzycy o 13%. Nowsza analiza podsumowująca wyniki tego badania i siedem podobnych badań wykazała, że ​​dwie godziny spędzone na oglądaniu telewizji zwiększają ryzyko rozwoju cukrzycy, rozwoju chorób serca i przedwczesnej śmierci o odpowiednio 20, 15 i 13 procent.

Inne badanie przeprowadzone na grupie 8933 dorosłych Australijczyków wykazało wyraźną korelację między czasem poświęcanym na siedzenie przed telewizorem, a zwiększonym ryzykiem śmiertelności z powodu przewlekłego stanu zapalnego.

A jak rzecz ma się z dziećmi?

Metaanaliza 40 badań dotyczących relacji pomiędzy oglądaniem telewizji a otyłością u dzieci, wykazała, że głównym mechanizmem jest w tym przypadku oglądanie telewizyjnych reklam (np. McDonalda). Już od dawna wiadomo że podczas oglądania telewizji (np. meczu piłki nożnej lub filmu) człowiek ma dużo większą skłonność do spożywania dużych ilości śmieciowego jedzenia (bo co to za maraton filmów bez hektolitrów Pepsi i ogromnej misy chipsów?!), co w synergii z siedzącym trybem życia jest powolnym samobójstwem. 

Ponadto z wspomnianej już analizy Harvardzkiej można wywnioskować, że im więcej dziecko poświęca czasu na oglądanie telewizji, tym bardziej jest narażone na nadwagę i otyłość (min. w dorosłości). Ograniczenie tego czasu prowadzi do poprawy wskaźników masy ciała (BMI), tkanki tłuszczowej itd.

Amerykańska Akademia Pediatrów zaleca rodzicom, by dzieci do 3 roku życia nie miały żadnej styczności z telewizją. Natomiast starsze dzieci i nastolatkowie nie powinni przekraczać więcej niż 1-2 godzin łącznie na korzystanie z: telewizji, komputera, smartfona i innych elektronicznych nośników. 

Niemowlęta oglądające telewizor, tak jak dorośli, skupiają na nim wzrok niczym jak zahipnotyzowane. Ma to bezpośredni związek z tzw. reakcją orientacyjną, którą opisał Pawłow w latach 30. ubiegłego wieku. W przeciwieństwie do dorosłych, są one całkowicie bezbronne wobec telewizyjnych przekazów. Takie niemowlęta mają większe ryzyko rozwoju problemów neurologicznych takich jak autyzm, depresja czy zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. 

Drodzy rodzice! Jeśli myślicie że wielogodzinne oglądanie przez dziecko kreskówek jest dla niego fajną rozrywką, to jesteście w baaardzo dużym błędzie. Z roku na rok kreskówki na popularnych kanałach je emitujących takich jak Cartoon Network coraz bardziej obfitują w przemoc i są coraz mniej przyjazne. Porównując je z bajkami sprzed kilkudziesięciu lat (legendarny Tom i Jerry, Flinstonowie lub Bolek i Lolek) to prawdziwa przepaść. Zwracajcie uwagę na to, co ogląda wasza pociecha. To że coś jest stare, wcale nie oznacza że jest gorsze od tego nowszego. W tym przypadku jest dokładnie na opak.

No dobra, ale co z seniorami? Nie chcę mi się po raz kolejny odkrywać Ameryki, podobnie Tobie czytać po raz enty tysięczny że mass media to najgorsze zło. Zacytuję więc następujące wyniki badań:


''Jakie oddziaływanie telewizja ma na kognitywne zdolności, zbadano dokładniej w przypadku dzieci – podkreślają autorzy aktualnych badań Daisy Fancourt i Andrew Steptoe z University College London przedstawiając wyniki swojej pracy badawczej. Zaznaczają, że dużo rzadziej bada się umiejętności kognitywne ludzi starszych, a nieliczne badania prowadzone do tej pory, prowadziły czasami do sprzecznych wniosków.
Brytyjscy naukowcy poddali długofalowym badaniom 3662 dorosłych w wieku powyżej 50 lat. W latach 2008 i 2009 uczestnicy badań podali, jak długo codziennie oglądają telewizję. Poza tym poddali się szeregowi testów. W teście pamięci werbalnej musieli zapamiętać np. 10 przeczytanych im wyrazów i odtworzyć je w testach przeprowadzonych tuż potem albo po krótkiej przerwie. W latach 2014 i 2015 testy te powtórzono.
Uczestnicy badania, którzy siedzieli przed telewizorem dłużej niż 3,5 godz. dziennie, po sześciu latach wykazywali znacznie gorszą sprawność umysłową. W teście pamięci mieli gorsze wyniki niż uczestnicy, którzy spędzali mniej czasu przed telewizorem. Jak zaznaczają badacze, czynniki demograficzne, takie jak wiek, płeć czy sytuacja rodzinny mają co prawda wpływ na to, jak często czy długo ludzie oglądają program telewizyjny, jednak nie podważają zasadniczego związku między czasem spędzonym przed telewizorem a obniżającą się sprawnością umysłową.''
Resztę treści można przeczytać w artykule pt. ''Komu szkodzi telewizja? Zaskakujące wyniki badań''.

Wpiszcie w bazę PubMed termin ''television'' (może być z dopiskiem ''children'' lub ''adult''), a przekonacie się że w powyższych słowach nie ma krzty przesady.

Uwaga! Teraz mogę wywołać na twarzach co niektórych konserwatystów grymas oburzenia, ale co mi tam! Paradoksalnie dużo lepszą alternatywą dla szklanego pudła są... gry komputerowe! Zgadza się! Rozsądne korzystanie z gier komputerowych poprawia sprawność umysłową, koncentrację, refleks i zdolność rozwiązywania problemów. Oprócz tego mogą spowalniać rozwój demencji i zmniejszać ryzyko depresji. Pięknie zobrazowała to Daphne Bavelier podczas swojej konferencji TED. Na co czekasz. Zamień telewizor na porządny komputer do gier. Gwarantuję że to znakomita alternatywa dla wielogodzinnego, bezproduktywnego przepierdywania czasu przed telewizorem.



Moim zdaniem telewizor można z marszu wyrzucić z hukiem przez okno wraz z całym tym reklamowym szajsem, durnowatymi programami pokroju ''Warsaw Shore'', ''Big Brother'' ''Królowe życia'', ''Damy i wieśniaczki'' oraz emanującymi strachem i prostactwem umysłowym serwisami informacyjnymi. Chociaż prawdę mówiąc - są też programy warte oglądania, wartościowe. Jest to np. teleturniej ''Jeden z dziesięciu''. Nie ma tam żadnych Ibiszów, fleszów, sensacji i taniego kolorowego show. Tam liczy się wiedza, strategia i opanowanie zwykłych uczestników. Dorzucę do tego program ''Prawda czy fałsz - pogromcy mitów'' i serial ''Ranczo''. Pozwolę sobie na małą dygresję. Zarówno fanów jak i antyfanów Rancza zachęcam do dokładnego przestudiowania 57 odcinka tego serialu zatytułowanego ''Człowiek z Rio''. Z pozoru wydaje się to zwykły odcinek Rancza, tak jak pozostałe 129 innych. Polecam wam przyjrzeć się bliżej fabule! Cytuję:

''Były wójt, obecnie właściciel apteki, Paweł Kozioł nabywa po
wyjątkowo korzystnej cenie dużą partię olejku goździkowego Okazuje się jednak, że termin przydatności specyfiku zaraz się kończy, a prowadzący aptekę magister nie zgadza się go sfałszować. W tej sytuacji Czerepach postanawia udowodnić, że farmaceutyka potrafi kreować potrzeby ludności. Z wielu zastosowań olejku skupia się na odstraszaniu meszek. (...) 
Gmina zostaje oklejona plakatami informującymi o wyjątkowo silnej pladze meszek, zagrażającej zdrowiu i życiu ludności. Krążą plotki o pierwszych ofiarach. Czerepach przez megafon informuje o ograniczeniu sprzedaży olejku do dwóch butelek na głowę. Apteka przeżywa szturm przerażonych ludzi. Panice ulega także kontroler z RIO, który kocha swoją pracę, ale nie aż tak, żeby narażać życie. Kontroler wyjeżdża, a Lucy, która chce już ogłosić stan klęski żywiołowej, sprawdza u doktora Wezóła, że żadnych ofiar meszek nie ma, a cale zamieszanie jest tylko trickiem reklamowym.''


Połączcie sobie teraz ten opis z regularnymi kampaniami zastraszania ''epidemiami'' odry, grypy, krztuśca i innych schorzeń. ''Ranczo'' w genialny sposób ukazano jak łatwo wodzić rzeszami ludzi za nos! Wystarczy tylko postraszyć, osaczyć, oszukać i podsunąć rozwiązanie (oczywiście takie które da profity manipulatorom). Jakież to proste i prawdziwe! A jednak tak trudne do pojęcia... 

Heh, jak chcą to potrafią stworzyć coś sensownego. Dla mnie to jeden z niewielu seriali wartych obejrzenia. Polityczne zagrywki również pokazuje nadzwyczaj prawdziwie. Arkadiusz Czerepach w jednym z odcinków stwierdził, że polityka nie ma nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. To czyste emocje! Trudno nie przyznać mu racji... Polityka jest niekończącą się orkiestrą na naszych emocjach, pragnieniach i obawach.

''Milionerów'' do tej grupy nie zaliczę, ponieważ tam padają tak głupkowate i żenujące pytania, że aż brak mi słów. Co gorsza - często są również nacechowane politycznymi aluzjami. Poniżej wrzucam kilka ''perełek'':









Śmiać się czy płakać? Sam już nie wiem. To jest normalna kpina z inteligencji widza! Skąd oni biorą te pytania? Z Pudelka? Z Onetu? Śmiech na sali! Telewizja (czy to TVN czy to TVP) sięgnęła już dna, jednak gdy z naszych ekranów znikną takie teleturnieje jak ''Jeden z dziesięciu'' wówczas uznam że dokonała odwiertu do środka Ziemi. No cóż, będzie to kolejny żepowód by wywalić telewizor do kosza.

No i na sam koniec wielka, czerwona wisienka na torcie:

REKLAMY

Mam tutaj złą wiadomość - tego śmierdzącego bagna nie sposób do końca wyminąć. Można oczywiście wziąć pilot i wyłączyć telewizor, ale pozostaje jeszcze radio, prasa i internet (tu polecam AdBlocka). Na domiar złego na każdym kroku kłują w oczy olbrzymie bilbordy, których nie sposób nie zauważyć. Reklama jest wprost wszechobecna w życiu współczesnego człowieka! 

Pierwsza żelazna zasada reklam brzmi - reklamy należy powtarzać tak często i długo jak to tylko możliwe. W 1968 roku przez wybitny psycholog Robert Zajonc sformułował ''efekt czystej ekspozycji'' mówiący że wystarczy częsty kontakt z jakimś produktem, aby wydał się on atrakcyjniejszy. Zajonc twierdzi przy tym, że nie musimy być świadomi faktu, że kiedyś spotkaliśmy się już z danym obiektem. Mało tego, nie musimy nawet lubić danego przedmiotu! Podświadomość zrobi swoje.

W niektórych reklamach podkręca się głośność, aby skuteczniej wbiła się ona do mózgu  odbiorcy. Przecież ''reklama'' oznacza po łacińsku ''krzyczeć do kogoś'', czyli wszystko się zgadza. Dołóżmy do tego skoczną grę kolorów i przyjemnej muzyki, a reklama jeszcze przez długie godziny będzie nam harcować w głowach.

Reklamodawcy stawiają także na indywidualizację odbiorcy. Przekaz jest kierowany do niego, osobiście. Taki ktoś czuje się wyróżniony i zauważony, co sprawia że z większym prawdopodobieństwem kupi dany produkt. 

Jest też rzecz zwana fachowo ''efektem kongruencji''. Tłumacząc z polskiego na nasze - to tendencja do osobistego sprawdzania hipotez. Dzieje się tak, gdy słyszysz w telewizji teksty:

''Wybieram tylko sprawdzone środki na ból! Nie kieruj się domysłami! Działaj szybko i mądrze!''

''Nasze soki są najlepsze w tym kraju! Skosztuj i ty tego cudownego smaku!''

''90% Polaków jest zadowolonych z działania naszego proszku do prania! Dołącz do nich i sprawdź jego wielką siłę!''

Oczywiście to tylko suche przykłady. Spece od marketingu lawirują dużo skuteczniej i ciekawiej. Najlepiej żeby powyższe słowa wypowiedziała jakaś znana osoba (np. wojujący z łupieżem Robert Lewandowski), a słupki sprzedaży strzelą w kosmos!

I znów wszystko rozbija się o emocje! Nie oszukujmy się - reklamy grają na nich najmocniej jak tylko się da (fachowo nazywa się to reklamą storytellingową). W telegraficznym skrócie wygląda to tak - jakiś sponiewierany życiem mężczyzna pragnie zostać wielkim sportowcem. Produktem niech będzie tutaj napój izotoniczny. Towarzyszy on mężczyźnie przez całą jego morderczą drogę do sukcesu. Siłownia, dom, pobliski park. Jest z nim wszędzie. Facet wylewa z siebie siódme poty, płacze, wścieka się po czym pije właśnie wspomniany napój. Jak można się domyślić, mężczyzna w końcu osiągnie to co sobie zamierzył, a w tle pojawia się napój z chwytliwym teksem i logiem firmy. Człowiek od razu ma ochotę pobiec do sklepu i kupić dany produkt. I o to chodzi! 

Tą technikę znakomicie wykorzystuje koncern Coca-Cola (przykład). Momentalnie człowiek nabiera ochoty na łyk tej czarnej berbeluchy.

Reklamy leków są szczególnie irytujące. Dostaję mdłości na widok przebierańców w białych kitlach nawołujących do kupna tej czy innej trutki. Nawet nie muszą go określać z imienia i nazwiska! Wystarczy że napiszą mu gdzieś ''lekarz medycyny'', obwieszą jego ''gabinet'' tysiącami dyplomów i to w zupełności wystarczy! Potem taki Janusz Kowalski kierując się jego wydukaną z promptera opinią kupi ochoczo wybrany specyfik, zasilając tym samym kabzę mafii farmaceutycznej. Aha, oczywiście ci ''eksperci'' powołują się na ''badania'' lub opinie ''przypadkowych przechodniów'' w 99% potwierdzających cudowne właściwości leku. Co z tego że te ''badania'' są finansowane przez producenta leku i mają z góry ustawiony wynik? Badania są? Są! Można kupować! A potem mamy płacz i zgrzytanie zębów...

Kolejnym sposobem na zwabienie klienta jest opatrzenie reklamy napisem ''to ostatnia szansa'', ''do wyczerpania zapasów'', ''pospiesz się, liczba produktów jest ograniczona''. No i nie można przy tym zapomnieć o ustaleniu terminu trwania promocji. Typowy Janusz Nosacz od razu krzyknie ''Kurła! Grażyna! Pjoter! Zbierajta sie! Jedziem do sklepa, bo nom wszystko wyprzedajom!''.

Można też złapać kogoś naiwnego na ''promocję'' podczas takich wydarzeń jak choćby ''Black Friday''. Ja nic nie będę pisał. Zerknij tylko na ten obrazek. On mówi wszystko:



Podniesienie ceny może paradoksalnie sprawić, że towar będzie się sprzedawał lepiej. Pojawia się tu tzw. ''złudzenie prestiżu''. Janusz Nosacz będzie dumny że jego ''somsiad'' ma smartfołna za zaledwie 500 złotych, a on, wielki burżuj ma cudeńko za 1500 złotych.

Zadam pytanie za 100 punktów. Czy między ceną 9,99 zł a 10 zł istnieje duża różnica? Na pierwszy rzut oka - żadna. Ale dla mózgu konsumenta jest ona ogromna! 9,99 brzmi dla niego atrakcyjniej niż całe 10 zł. 

Francuscy naukowcy z Université de Bretagne-Sud podczas eksperymentów prowadzonych w bretońskiej pizzerii starali się potwierdzić eksperymentalnie skalę opisywanego zjawiska. Eksperyment trwał 6 tygodni i objął blisko 1200 sprzedanych dań. Przez pierwsze 2 tygodnie wszystkie rodzaje pizzy były oferowane w cenie 8 euro, w następnych dwóch cena jednej pizzy została obniżona do poziomu 7,99 euro, przekraczając psychologiczny próg cenowy 8 euro za pizzę. Jaki był tego efekt? Sprzedaż tańszej wzrosła dzięki temu zabiegowi w porównaniu z poprzednim okresem aż o 15 proc. W kolejnych 2 tygodniach ceny wszystkich rodzajów pizzy zostały wyrównane do ceny 7,99 euro, na skutek czego proporcje sprzedawanych potraw wróciły do poziomów obserwowanych podczas pierwszych dwóch tygodni.

Magia tego triku jest wybitnie skomplikowana. Mamy tu do czynienia z ''efektem dziewiątki'', który jest dokładnie opisany tutaj. Leniwym zacytuję opis dwóch przedstawionych tam psychologicznych eksperymentów:

''Z siły końcówki 99 już w latach 60-tych zdał sobie sprawę David Gold, właściciel sklepu z alkoholem w Los Angeles. Przeprowadził pewien eksperyment. Wina z zakresu cenowego 79 centów do 1,49 dolara zaczął sprzedawać po 99 centów. Sprzedaż gwałtownie wzrosła. Dwie dziewiątki spowodowały, że Gold opowiadał dowcipy na temat sklepu, w którym wszystko kosztowałoby 99 centów. Żart stał się faktem, gdy w latach 80-tych otworzył sieć sklepów „99 Cents Only”.''

Eric Anderson, profesor marketingu w Kellogg School of Management Northwestern University i Duncan Simester, profesor nauk o zarządzaniu w Sloan School of Management MIT przeprowadzili znany eksperyment z katalogowymi cenami sukienek. Zwykle wzrost ceny powoduje spadek sprzedaży. Jednak badacze dowiedli czegoś odwrotnego. Zwiększyli sprzedaż sukienek o 30 proc. podnosząc cenę z 34 dolarów do 39 dolarów. Zadziałał efekt dziewiątki. Dla porównania podniesienie ceny z 34 do 44 dolarów nie przyniosło żadnej różnicy w popycie na sukienki.

Idziemy dalej! (jeśli jeszcze masz siły, hehe)

Kojarzysz może ''efekt owczego pędu''? Opiszę go na takim oto przykładzie - pani Grażyna dowiedziała się że wszystkie sąsiadki w jej okolicy kupiły suplement na odchudzanie X, więc postanowiła również go kupić, bo skoro tyle osób się na niego rzuciło, to na pewno jest świetny. A tymczasem pani Grażyna dała się omamić kolorowej reklamie obiecującej cuda na kiju! Została nabita w butelkę jak ostatnia naiwna! I tak, zamiast płaskiego brzucha na zawołanie, Grażyna spędziła calutki weekend na tronie w towarzystwie biegunki i siarczystego ''kurłowania''. 

Jak ulał pasuje tutaj przykład marketingowego słownictwa, jaki odnalazłem w czasopiśmie ''Nexus'':

''Pewne pojęcie o mentalności ludzi od marketingu daje język, jakim się posługują. Jest to świat wojny. Ci, do których reklamy są adresowane, klasyfikowani są jako ''cele''. Gdy w ramach kampanii przeznaczane są jakieś pieniądze, nazywa się to ''wyjściem naprzeciw celu''. Materiały drukowane nazywane są ''stratami ubocznymi''. Rozmowy z konsumentami to ''przechwycenia''. Sektor ten wszedł głęboko w metafory odnoszące się do wojny biologicznej, o czym świadczą określenia w rodzaju ''marketingu wirusowego'' czy ''sprzedawania wirusa...''. Inne konwencje to np ''nawrócenie dzieciaka w celu przekształcenia go w użytkownika'' (co jest sformułowaniem zaczerpniętym ze służby narkotykowej), dostarczanie ''gałek ocznych'' (...). Nie ma przy tym najmniejszych wątpliwości, kto wygrywa tę walkę. Gdy Nickelodeon chwali się że ''posiada dzieci w wieku od 2 do 12 lat'', to jest to bliższe rzeczywistości, niż większość z nas sądzi. Sukcesy korporacji częściowo dają się wytłumaczyć olbrzymimi pieniędzmi na to wykładanymi. James McNeal, najbardziej wpływowy analityk oceniający wielkość rynku dziecięcego, obliczył, że w roku 2004 całkowite wydatki na reklamy i marketing ukierunkowane na dzieci osiągnęły 15 miliardów dolarów. Jest to niesamowitym wzrostem - od zaledwie 100 mln wydatkowanych na te reklamy w roku 1983.''

Dla korporacji nie jesteśmy ludźmi. Jesteśmy konsumentami podbijającymi im słupki sprzedaży. Smutne, ale prawdziwe.

Reklamy nie tyle zaspokajają potrzeby człowieka. One je tworzą! Promują ślepy konsumpcjonizm i głupi wyścig szczurów o to kto ma bardziej markowy samochód, torebkę czy laptop. 

Mam dla konsumpcjonistów niespodziankę - ich własny, oficjalny hymn: ''Jak sobota tooo tylko do Lidla, do Lidla. Bo promocje tam, parking ram, pam, pam, pam! Jak sobota, na zapas kup więcej, kup więcej! Jak sobota to w Lidlu i tylko taaam!''. Jeśli nie lubią kupować w Lidlu, to mogą wstawić w jego miejsce np. Biedronkę albo Tesco.

I znów wymowna grafika:



Kiedyś nawet poświęciłem cały wpis temu zjawisku. Zapraszam do lektury artykułu pt. ''Po co ci ten konsumpcjonizm?''. Z wielkim smutkiem patrzę na ludzi łudzących się, że Ferrari za milion złotych zastąpi im przyjaźń, miłość i pasję. Wielu tak myślało i zeszło na czarne manowce...

Wystarczy już tego maglowania reklam. W dalszych częściach cyklu opiszę również min. sztuczki producentów żywności. Ok, w takim razie przyszedł...

CZAS NA PODSUMOWANIE!

Cieszy mnie że zmęczyłeś ten potężny artykuł. To bez wątpienia moje największe dzieło, więc dołożyłem wszelkich starań aby miało jak najwięcej pożytecznej treści. Pora więc przejść do podsumowania.

Elity od zawsze w perfidny sposób chcą narzucić prostym ludziom swoje prawdy, opakowane w orwellowską nowomowę. Jednocześnie wskazują ludziom cele do których mają dążyć, autorytety które mają kochać i szanować oraz ludzi z odmiennymi poglądami których mają nienawidzić. 

Tu toczy się wojna o rządy dusz i umysłów prostych ludzi. Prowadzona jest szeregiem skomplikowanych, różnorodnych metod, ale w skrócie sprowadza się ona do zasady Sun Tzu ''dziel i rządź'' (łac. divide et impera). Ten obrazek mówi więcej niż dziesięć tysięcy słów:




Polska podzieliła się, okopała i zabarykadowała niczym jak na froncie I wojny światowej. Armia PO i arma PIS (coś jak Ententa i Trójprzymierze). Nawzajem ostrzeliwują się nieustannie gradem bomb w postaci obelg, gróźb, jazgotu i wzajemnego wytykania grzechów partii które popierają. Nie rozumieją sensu prostego, życiowego przysłowia mówiącego że ''gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta''. Ale kto jest tym ''trzecim''? Dla mnie to oczywiste - jest to USA, Unia Europejska, NATO, Izrael i usługujący im załgani krawaciarze, zwani ''polskimi politykami'', którzy ciągną Polskę na dno. Góra już nawet nie kryje się ze swoimi intencjami:



Tylko w Krakowie? Od razu ogłoście budowę nowego Polin! Każdy człowiek z odrobiną rozumu widzi do czego zmierzają wasze poczynania!

Nie wiem czy tylko ja odnoszę takie wrażenie, ale doszedłem do wniosku że PIS tym całym socjalistycznym El Dorado chce wyhodować sobie pokolenie roszczeniowych obiboków, którzy będą tylko czekać na to, aż państwo da im kasę, zupełnie jak muzułmańscy ''imigranci''. Pytanie za milion punktów - dlaczego w przyszłości elity planują wprowadzić dochód gwarantowany, hmm? Na to pytanie odpowiemy sobie w kolejnych częściach wpisu, ale zapewniam Cię, że na pewno nie z troski o zapewnienie dobrobytu obywatelom...



Jaki ten powyższy cytat prawdziwy... Ludzie! Wbijcie sobie do głowy, że państwo nie daje wam swoich pieniędzy! Państwo musi je najpierw komuś zabrać (uczciwie pracującym ludziom!), żeby potem komuś je rozdać. Socjaliści mają to do siebie, że do woli rozdają pieniądze, pod warunkiem że nie należą do nich. ''Żelazna dama'' już dawno o tym wspominała!



''Historia uczy, że ludzkość niczego się z niej nie nauczyła.'' - Georg Wilhelm Friedrich Hegel

Jeśli miałbyś porównać historię do surowego nauczyciela, a ludzkość do jej ucznia, to jak myślisz - czy uczeń ten odrobił choć raz jej odwieczną lekcję życia? Myślę że w porywach historia wystawiłaby nam słabe 2+. 

Patrząc co wyprawiają kolejne (nie)rządy Polski dostaję bez przerwy kolejne potwierdzenia słów tego słynnego filozofa. Nasz naród po raz enty z rzędu idzie tą samą błędną ścieżką prowadzącą w ślepy zaułek. Kojarzy ktoś może tzw. aferę Francopolu, kiedy to nasi szanowni bracia i sojusznicy Francuzi wcisnęli nam za grubą forsę badziewne, rozlatujące się samoloty SPAD 51C1 oraz SPAD 61C1 (te drugie określano mianem ''latających trumien'', doszło w nich do 31 śmiertelnych wypadków!), non stop ulegające awariom i katastrofom? Jej rezultat był taki, że w trakcie niemieckiej inwazji na Polskę byliśmy praktycznie bezbronni w powietrzu. Tak na marginesie pozwolę sobie napomknąć, że Francja wraz z bandyterką z Wall Street ochoczo łożyła kredyty na rozwój gospodarki III Rzeszy. Polska zaś dostała to co zawsze, czyli figę z makiem. 

Czy na lekcjach historii choć raz wspomniano o tym największym w okresie międzywojennej Polski przekręcie? Aha! Przecież to były czasy II RP, więc to dawno i nieprawda, tak? Niestety, historia znów zatacza koło pod które znów wpadamy. Fakt, kopnęliśmy Francuzów i ich latające złomy Caracale w tyłek, ale co z tego, skoro kupujemy inny złom (i to znacznie droższy!) od ''Wuja Sama''. A kij tam z polską armią! Nasz wielki sojusznik zza oceanu nas obroni przed złą Rosją... Logika godna dwuletniego malucha. Historia już wielokrotnie weryfikowała wartość naszych ''sojuszy'' z zachodem. Czas wreszcie odrobić lekcje z historii...

W 1880 roku zostały wypowiedziane słowa, które ani odrobiny nie straciły na aktualności. Wręcz przeciwnie - są bardziej prawdziwe niż kiedykolwiek przedtem. Oto one:

''Każdy z obecnych tutaj wie, że niezależna prasa nie istnieje. Wy to wiecie i ja to wiem: żaden z was nie ośmieliłby się ogłosić na łamach gazety własnych opinii; a gdyby nawet się ośmielił, zdajecie sobie sprawę z tego, że nie zostałyby one nigdy wydrukowane. Dostaję ileś dolarów tygodniowo za to, żebym powstrzymywał się od wyrażania własnych poglądów i opinii w gazecie, w której pracuję. Wielu tu obecnych otrzymuje podobną zapłatę na identycznych zasadach. Gdyby ktoś z was był na tyle szalony, by uczciwie opisać sprawy, znalazłby się natychmiast na bruku. Gdybym dopuścił, by moje prawdziwe opinie zostały opublikowane w którymkolwiek numerze gazety, straciłbym pracę w niecałe 24 godziny. Praca dziennikarza polega na niszczeniu prawdy, łganiu na potęgę, deprawowaniu, zohydzaniu, czołganiu się u stóp mamony, sprzedawaniu siebie, sprzedawaniu swojego kraju i swojego narodu w zamian za chleb swój powszedni, czy też – co się sprowadza do tego samego – za swoją pensję. Wiecie to wy i wiem to ja. Cóż to więc za szaleństwo wznosić toast za niezależną prasę! My, dziennikarze, jesteśmy wasalami, instrumentami w rękach bogaczy, którzy potajemnie spiskują i kierują wszystkim zza kulis! My jesteśmy ich marionetkami! To oni pociągają za sznurki, a my tańczymy! Nasz czas, nasz potencjał i nasze talenty są w rękach tych ludzi. Jesteśmy intelektualnymi prostytutkami!”.

Ich autorem jest szkocko-amerykański dziennikarz John Swinton. Padły one w trakcie uroczystego bankietu, gdy jeden z jego kolegów zaproponował wzniesienie toastu za ''niezależne media''. Swinton najwidoczniej nie wytrzymał tego festiwalu załgania i powiedział wszystko co o nim myśli! To się nazywa przywalić komuś prawdą prosto w ryj!

Podczas moich codziennych życiowych rozkmin doszedłem do dość ciekawego, aczkolwiek dla wielu z was dość oczywistego przemyślenia - mass media nie zaszczepiają masom strachu ot tak, bez powodu. Wszystko we wszechświecie ma swój cel i tak też jest w tym przypadku. Elity doskonale zdają sobie sprawę z potęgi, jaką niosą ze sobą nacechowane negatywnymi emocjami myśli. Przestraszeni, nieświadomi ludzie psioczą na ten świat, szlochają nad ofiarami wojen, chorób i klęsk głodu. Niepokoją się globalnym ociepleniem (kolejny wymyślony problem), patrzą z załamanymi rękami na poczynania polityków w kółko powtarzając ''no co zrobisz, nic nie zrobisz!''. Popadają w coraz większą depresję na widok kolejnych klęsk żywiołowych, katastrof, wypadków, morderstw itd. Te problemy są oczywiście jak najbardziej prawdziwe i nie można ich w żadnym wypadku lekceważyć! 

Problem polega na tym że ludzie stają się więźniami zlęknionego umysłu! Zasilają Matrix potężnymi dawkami toksycznej energii, nie rozumiejąc prościutkiej zasady rządzącej rzeczywistością: ''jak krzykniesz, tak echo ci odpowie''. Im bardziej skupiasz się na tym, co Cię boli, denerwuje i straszy, tym jeszcze agresywniej będą się te rzeczy manifestować w Twoim życiu. Tak samo jak piranie czujące krew, rzucają się stadem na ofiarę i zżerają ją do samych kości, tak samo Twoje lęki, gdy wyczują strach i niepokój rzucą się na Ciebie ze zdwojoną siłą. To nie jest żadna wybujała filozofia ani magia! To życie! 

Tylko nieliczni ludzie są świadomi swojej cudownej mocy jaką mają w sobie, a to wszystko za sprawą doktryny strachu stosowanej od wieków przez wielkich tego świata! Antagonistą strachu jest wiedza.

W książce Gregga Bradena ''Boska Matryca'' na stronach 161 - 163 opisany jest tzw. ''efekt Maharishiego'', nazwany na cześć jogina Maharishiego Mahesha. W 1972 roku, 24 miasta w Stanach Zjednoczonych o populacji przekraczającej 10.000 osób wzięły udział w wyjątkowo nietypowych badaniach. Do każdego z tych miast przybyło 100 specjalnie przeszkolonych w technikach medytacyjnych osób, posiadających zdolność tworzenia wewnątrz siebie stanu wewnętrznego pokoju, który miał odzwierciedlić się w świecie zewnętrznym. Wspomniany Maharishi twierdził że wystarczy zaledwie 1% danej populacji praktykującej te techniki, by znacząco obniżyła się skala zbrodni i przemocy w tejże populacji. I tak właśnie się stało - odnotowano istotny spadek przestępstw w tychże miastach.

Z kolei w 1993 roku przeprowadzono w Waszyngtonie jeden z największych i najkosztowniejszych eksperymentów socjologicznych w historii, wzięło w nim udział ponad 4000 osób z 81 krajów, przeszkolonych w technice Transcendentalnej Medytacji i Programie TM-Sidhi. Eksperyment kosztował ponad 6 milionów dolarów, zaś doświadczenie to było bardzo ściśle nadzorowane przez 27-osobowy zespół składający się z niezależnych naukowców, członków władz lokalnych i Departamentu Policji z District of Columbia Metropolitan. Zespół zatwierdził protokół badawczy i monitorował przebieg całego eksperymentu.  Zgodnie z efektem Maharishiego przewidywano między innymi, że w ciągu 8 tygodni trwania eksperymentu, przestępczość w Waszyngtonie spadnie o 20%. 
W czasie trwania eksperymentu (od 7 czerwca do 30 lipca 1993) przestępczość była niższa niż wynikało to z oficjalnych prognoz, a w ostatnim tygodniu, gdy grupa uczestnicząca w eksperymencie była najliczniejsza, spadek ten wyniósł ponad 23%. Prawdopodobieństwo, że rezultat ten jest przypadkowy jest mniejsze niż 0.000 000 002. Ścisła analiza statystyczna wyeliminowała długą listę innych możliwych wyjaśnień. (Social Indicators Research, lipiec 1999). 


W 1988 roku opublikowano na łamach ''Journal of Conflict Resolution'' wyniki projektu ''Międzynarodowego Projektu Pokojowego na Bliskim Wschodzie'', będącego owocem wcześniejszych doświadczeń z tego zakresu. W trakcie wojny izraelsko-libańskiej specjalnie wyszkoleni w technikach medytacji transcendentalnej (MT) praktycy wytwarzali w swoich ciałach stan pokoju i stabilności, a nie tylko myśleli o nim i modlili się aby on zaistniał. W określonych dniach miesiąca, o określonych porach dnia osoby te umieszczano w punktach zapalnych dziejącej się wojny. Czy miało to jakikolwiek wpływ na przebieg wojny? Jak najbardziej!

W czasie gdy praktycy medytowali, częstotliwość incydentów terrorystycznych, zbrodni przeciwko ludności, wypadków drogowych i przyjęć na oddziałach pogotowia uległa sporemu zmniejszeniu. Po wstrzymaniu medytacji, statystyki wróciły do normy. Były to restrykcyjnie przeprowadzone badania. Uwzględniono w nich dni tygodnia, dni świąteczne, a nawet fazy księżyca! Określono nawet minimalną liczbę osób w danej populacji z doświadczeniem wewnętrznego pokoju, aby zmiana mogła zaistnieć - jest to pierwiastek kwadratowy z 1% danej populacji! Oblicz więc na kalkulatorze ile mniej więcej osób jest w Twoim otoczeniu. Po prostu wyciągnij pierwiastek z 1% całości populacji i... do dzieła! Przykład: w populacji liczącej 500.000 osób, pierwiastek z jej 1 procenta wynosi w zaokrągleniu... zaledwie 71 osób!

Tak niewiele wystarczy, aby zmieniać świat na lepsze! Widzisz więc sam że to nie są żadne zabobony, ani czary. To poważna nauka. Racjonaliści w tej chwili zapewne walą się z hukiem w głowę, czytając te ich zdaniem niepoważne bzdety. Mam prośbę - poobserwuj trochę otoczenie, przyjrzyj się uważnie rzeczywistości, codziennemu życiu, a szybko zauważysz że coś jest na rzeczy. Zanim coś odrzucisz, sprawdź to sam!

Zapamiętaj jedno - efekt Maharishiego może działać również w odwrotnym kierunku! Im więcej osób będzie emanować negatywną energią, tym ciemniejsze barwy przywdzieje rzeczywistość. Miejmy tego świadomość, bo w przeciwnym razie możemy przekroczyć masę krytyczną i wpaść w zbiorowe szaleństwo...

Całym sercem zachęcam was do kupna ''Boskiej Matrycy'', a także wszystkich tomów ''Transerfingu rzeczywistości'' autorstwa Vadima Zelanda. Ogromnie rozszerzają świadomość. Dla mnie są to książki, które zmieniły mój tor myślenia i dały zupełnie nowe spojrzenie na świat.

Podrzucę króciutki fragmencik IX tomu ''Transerfingu Rzeczywistości'' do osobistego przemyślenia:



Bardzo wartościowa jest również książka ''Mit chorób nieuleczalnych i wielki biznes'', ale pragnę Cię ostrzec - dekiel przy niej odpada. Wywraca spojrzenie na świat do góry nogami!

Co prawda największą uwagę poświęciłem tutaj telewizji, jednak techniki te dotyczą także prasy, radia, internetu i ogólnie pojętych social mediów. W kolejnej części tego cyklu dużo większą uwagę poświęcę zjawisku konsumpcjonizmu oraz wpływu nowoczesnej technologii na tryb życia współczesnego człowieka, by później ruszyć już w kierunku szkoły i polityki. Ojjj, będzie tego trochę...

Powtórzę to jeszcze raz - edukuj się samodzielnie! Wykop cenną wiedzę przykrytą tonami informacyjnego błota i przekazuj ją dalej. Nie wierz mi na słowo, bo mimo ogromnych rozmiarów tego artykułu, cały temat nie został wyczerpany nawet w 10%.

Obserwując dokąd zmierzamy, mam coraz bardziej nieodparte wrażenie, że przyszłość świata będzie połączeniem ''Nowego wspaniałego świata'' Aldousa Huxleya z ''Rokiem 1984'' Georga Orwella. Nadciąga nowy faszyzm, tyle że w odmiennej od znanej z książek wersji. Zamordyzm i terror to już przeżytek! Władcy tego świata uznali że o wiele lepszym rozwiązaniem będzie stworzenie ze społeczeństw świata szarej, elastycznej masy którą można dowolnie kształtować, zupełnie jak plastelinę. Próbują oni rozleniwiać w tym celu zarówno umysł jak i duszę każdego z osobna kultem pieniądza i technologicznymi nowinkami, które przez naszą nieświadomość oddalają nas od siebie, zamiast przyciągać. Poprzez mass media generują zafałszowany obraz rzeczywistości i promują bycie przeciętnym, niewychodzącym przed szereg, głupawym, wulgarnym, biernym i bezmyślnym cyborgiem, pozbawionym własnego zdania, życiowego celu i osobowości. Taki ktoś pędzi Bóg wie dokąd, stale brakuje mu czasu, stale z kimś się porównuje, stale próbuje dopasować się do sztywnych reguł ustalonych przez system, stale próbuje być perfekcyjny, stale chce mieć lepsze buty, smartfona, meble, samochód, coraz więcej pieniędzy a zarazem stale mu czegoś brakuje. Jego dusza wydaje z siebie bezgłośny krzyk buntu, bez przerwy zagłuszany przez coraz bardziej zwariowany, coraz szybciej pędzący, oddalający się od natury świat. Ludzkość coraz bardziej przypomina armię orwellowskich ''proli'' pod huxleyowskim hasłem ''Wspólność, Identyczność, Stabilność''. To, co było niegdyś fikcją literacką, teraz przeobraża się w rzeczywistość. Możemy jednak zapobiec temu, co ponoć jest ''nieuniknione''! TO MY JESTEŚMY ZMIANĄ! KROPKA! Zapmiętaj tylko że:

''Najpierw w Tobie musi płonąć to, co chcesz zapalić w innych'' - św. Augustyn

Poznałeś więc fragment układanki Doktryny Globalnej Dyktatury. Zakończę ten kolosalny wpis humorystyczno-filozoficznym memem. Do zobaczenia!





CZOŁEM MOI DRODZY!!!


Bibliografia:

http://www.profesor.pl/mat/na8/na8_g_demczak_030920_1.php
https://czlowiek.info/jak-rozpoznawac-falszywe-informacje-w-mediach/
file:///C:/Users/ja/Downloads/9714-18812-1-SM.pdf
file:///C:/Users/ja/Downloads/Dyplom%20Kwiatek%202012.pdf
http://alexjones.pl/aj/aj-nwo/item/136346-10-sposobow-wladzy-na-manipulowanie-spoleczenstwem-przeczytaj-i-samodzielnie-wyciagnij-wnioski#
https://wolnemedia.net/manipulacja-w-sluzbie-spoleczenstwu/
https://paweltkaczyk.com/pl/reklama-nie-klamie/
http://blackevo.kewlnet.tk/E-book/book/Caldini_Wywieranie%20wp%B3ywu%20na%20ludzi.pdf

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP 10